Błękitny szlak - 27 marca

„Błękitny szlak" - Dobre Kino z Kotem

reżyseria: Gabriel Mascaro

scenariusz: Tibério Azul i Gabriel Mascaro

produkcja: Brazylia, Holandia, Meksyk, Chile

Piątek 27 marca 2026 r., godz. 18:00,

sala kinowa KOK,

wstęp wolny

 

Mili Państwo,

w marcu nieustająco zajmujemy się paniami. Ostatnim razem damą z najwyższych szczytów towarzyskich Sarą Bernardt, a teraz schodzimy nieco niżej, ale za to do sfery, która nas osobiście zapewne bardziej interesuje i dotyczy. Przed nami dziś dystopia, czyli utopia negatywna, czyli ponura i katastroficzna wizja przyszłości. Dokładniej - dystopia demograficzna rzutowana w nieodległą przyszłość. Film brazylijski pod tytułem „Błękitny szlak”, w reżyserii Gabriela Mascaro z roku 2025. Obraz zdobył m. in. Srebrnego Niedźwiedzia (Nagrodę Grand Jury) na zeszłorocznym Festiwalu w Berlinie. Choć akcja „Błękitnego Szlaku” rozgrywa się w Brazylii, obrazuje on sytuację rządów i społeczeństw na całym świecie oraz sposób, w jaki traktują one starsze pokolenie.  Jesteśmy w Europie, na świecie, także w Polsce, społeczeństwem coraz starszym, ale też coraz bardziej żywotnym.  Coraz więcej kosztów zostaje przesuniętych na obsługę ludzi starszych, powiedziałbym sędziwych. Stąd odradzająca się raz po raz pokusa, by ten problem rozwiązać w sposób radykalny, by maksymalnie odciążyć młodsze społeczeństwo. Jednym z takich pomysłów jest wystawianie człowiekowi terminu przydatności dla społeczeństwa. Film jest na poważny temat, ale unika łatwego sentymentalizmu i melodramatyczności.   

Zaczynamy od pieca, czyli od twórców. Gabriel Mascaro (rocznik 1983) to brazylijski reżyser, scenarzysta i artysta wizualny, uznawany za jednego z najciekawszych twórców współczesnego kina iberoamerykańskiego. Mascaro zaczynał karierę jako dokumentalista, co wpłynęło na jego unikalny styl obserwacyjny. Jego twórczość charakteryzuje się zmysłowością, płynną pracą kamery oraz łączeniem realizmu z elementami fabularnymi i wizualnymi metaforami.

I aktorka, na której ten film jest posadowiony. Denise Weinberg (ur. 26 kwietnia 1956 w Rio de Janeiro) to utytułowana brazylijska aktorka filmowa, teatralna i telewizyjna, uznawana za jedną z najważniejszych postaci współczesnej brazylijskiej sceny artystycznej. Urodziła się i dorastała w Rio de Janeiro, jednak jej działalność artystyczna jest silnie związana z São Paulo. Jest aktywna w mediach społecznościowych, gdzie dzieli się informacjami o swoich projektach, m.in. na swoim profilu na Instagramie. Tutaj kreacja aktorska Denise Weinberg jest skonstruowana z inteligencją, która ujawnia się stopniowo. Początkowo antypatyczność kobiety, która utrzymuje wiecznie zamknięty wyraz twarzy i niemal agresywną postawę, grozi zrażeniem widza. Jednak w miarę rozwoju filmu stopniowa transformacja Terezy przynosi przychylność widowni, a prosty akt rozpuszczenia włosów staje się absolutnym objawieniem. Kreacja Weinberg została uznana za „hipnotyzującą”, ponieważ aktorka niemal bez słów, samą mimiką, oddaje godność i upór starszej kobiety walczącej o prawo do stanowienia o sobie.

Wracamy do samego filmu. Obejrzymy rapsod o starości. Ta bywa społecznie niewygodna. Osoby wiekowe przejmują ich dzieci, by posłużyć się nimi w rolach kochanej babci i dziadka, którzy rozpieszczają wnuki. Jeszcze inni wyszukują miejsce w stosownym ośrodku, gdzie zniedołężniałych przejmie personel. Jedni słuchają seniorów z uwagą, nawet kiedy ci przynudzają, bo zachodzi przeświadczenie, iż w końcu przemówi doświadczenie ich życia. Inni beztrosko odpuszczają sobie monologi starców w przekonaniu, iż odnoszą się one do sytuacji dawno minionych, a wobec nowych wyzwań są kompletnie bezproduktywne. Znamy, znamy to wszystko aż za dobrze.

Ten temat wraca w kinie światowym raz po raz, a to znaczy, że ma z tym coraz większy problem ludzkość jako taka. Przed dwoma laty oglądaliśmy tu film japoński zatytułowany „Plan 75”. Przypomnijmy, o co chodziło: oto rząd Japonii uruchamia tytułowy „Plan 75”, czyli kampanię zachęcającą osoby starsze do dobrowolnego odebrania sobie życia. Z pobudek jak najbardziej altruistycznych: usuwając się z tego świata przysłużą się młodszym pokoleniom, zmniejszą ich obciążenia ekonomiczne i odświeżą starzejącą się populację. Przypominamy, że wersję odejścia na własne życzenie oglądaliśmy też w ramach naszego DKF-u w filmie Françoisa Ozona pod tytułem „Wszystko poszło dobrze”, w którym to wiekowy francuski przedsiębiorca przy pomocy własnych córek musiał się udać do Szwajcarii, a by tam mogła na nim zostać wykonana upragniona przez niego eutanazja.

A tu film, z rdzenia brazylijski, wprowadza nową kategorię - starość zarządzaną przez rząd. Zaczyna się aksamitnie. Tereza, lat 77, ciągle pozostaje żywotna przy taśmie w przetwórni aligatorów. Wielokrotnie odznaczana za osiągnięcia na stanowisku pracy, teraz zostaje wyróżniona medalem za osiągnięcie pięknego wieku. Taki medal oznacza jednak wyrok. Osoby z metryką taką jak jej uznaje się, na mocy ustawy, za ostatecznie zniedołężniałe i niezdolne kierować własnym losem. Na początek wszystkie akty prawne sygnuje za nich rodzina. Później są one relegowane do odosobnionych kolonii, by nie obciążać zdrowego społeczeństwa. Wszystko pod płaszczykiem troski o seniorów, którzy przecież teraz są jak dzieci i tak należy je traktować. I temu właśnie procederowi Tereza mówi swoje prywatne „nie!”. Tymczasem urzędnicy traktują ją jak zbuntowaną nastolatkę, którą łatwo przykrócić. Otóż - nie będzie łatwo. Tereza ucieka władzom, trochę na oślep, w ciemno. Wsiada na statek rzeczny, na który przyjmuje ją - oczywiście za słoną opłatą - pewien życiowy ryzykant. Kozak, który nie boi się przygody. Zawsze chciała latać, ale teraz musi jej wystarczyć leniwy nurt Amazonki i przelotne kontakty z takimi jak ona desperatami. Na szczęście w tej ludzkiej menażerii trafia się całkiem interesująca znajomość. I wreszcie cieszy się, że może uwolnić tłamszoną w niej odgórnie energię, której ma jeszcze spory zapas. Tereza przestaje być stara. Będzie taką, gdy po prostu się wyczerpie. Ale o terminie zdecyduje już sama.

Zauważmy parę wątków z marginesu filmu. Zwróćmy uwagę, że po spędzeniu życia na wyczerpującej pracy fizycznej (teraz jest sprzątaczką w ubojni kajmanów, kuzynów krokodyli), osiąga ostatni etap swojego życia, nie dorabiając się nawet najbardziej podstawowych wygód. Oferowane przez pracodawców wynagrodzenia są, jak zwykle, całkowicie niewspółmierne do wysiłku i godzin poświęcenia politycznie ignorowanej klasy.

Zauważmy także, że sama kolonia, do której mają być zesłani starcy, nie jest pokazana. I wcale być nie musi. Wystarczy, że wisi nad głową, jak miecz Damoklesa i samą swoją niejasną obecnością wywiera presję społeczną.                                                                    

I dalej - „Błękitny szlak” to film drogi, w dodatku pomyślany tak, by celebrować starość kobiet, z rzadko spotykaną gracją. kiedy Teresa ucieka przed przymusowym dostarczeniem niej do kolonii i otwiera się przed nią szeroki świat. Widzimy, jak meandruje pozakręcaną Amazonką, a tutaj raz po raz odkrywa się przed nią i przed nami nieoczekiwane piękno. Wspaniały jest ten szeroki horyzont.

Tu przypomina się nasz film „Wniebowzięci” Andrzeja Kondratiuka z 1973 roku ze Zdzisławem Maklakiewiczem i Janem Himilsbachem. Dwaj mężczyźni zanurzeni po pachy w nudnym, prozaicznym życiu wygrywają niespodziewanie dużą sumę pieniędzy w toto-lotka i dzięki niej odbywają pierwszą w życiu podróż samolotem, czując się przez jakiś czas innymi ludźmi. Dlaczego nie wydają tych pieniędzy na - wydawałoby się - bardziej potrzebne rzeczy? Bo - jak mówią - człowiek musi sobie czasem polatać.     

I dalej. Restrykcje administracyjne państwa przejawiają się w stosowaniu dowodów osobistych w większości sytuacji, co bezpośrednio wiąże się ze wzrostem inwigilacji ze strony państwa w XXI wieku.

W naszym filmie bohaterki dumnie obnoszą się ze swoim zaawansowanym wiekiem - to rzadki widok w czasach takich jak nasze, tak oddanych celebrowaniu młodości. Bo przecież nasze dni nie kończą się po 77. roku życia ani na emeryturze, ani w żadnym innym ustalonym wieku. To historia oporu nie tylko przeciw ageizmowi, przeciw społecznemu wykluczeniu, ale także przeciwko przekonaniu, że marzenia życiowe ograniczają się i wygasają z wiekiem.

Aktorka pokazuje cichą, skromną, lecz nieustraszoną kobietę, która udowadnia, że wiek nie oznacza słabości. Dzięki temu „Błękitny szlak” to nie tylko film, to przesłanie.

Zostawiam Państwa z filmem, a sam biegnę nad Obrę. Podobno widziano tam błękitne ślimaki, co się wyjaśni. Ruszam.

 

Podsumowanie dyskusji:

Film o limitacji wieku wyznaczanej przez władze państwowe odebraliśmy jako przygnębiający, ale też dający nadzieję. Bo skoro dała sobie radę filmowa Tereza, to może i my dalibyśmy sobie radę w podobnej sytuacji. Zwłaszcza, że w czasach PRL-u, także państwa opresyjnego, zdobyliśmy sporo doświadczeń za zakresu oszukiwania systemu. Na razie jednak, na szczęście, nie słychać u nas o wywożeniu starszych osób do „kolonii”. I cała w tym nadzieja.