Orły Republiki - 15 maja

„Orły Republiki" - Dobre Kino z Kotem
reżyseria: Tarik Saleh
scenariusz: Tarik Saleh
produkcja: Dania, Francja, Szwecja
Piątek 15 maja 2026 r., godz. 18:00,
sala kinowa KOK,
wstęp wolny
Mili Państwo,
dziś opowieść uniwersalna, choć na przykładzie egipskim, o tym, co się dzieje, gdy artysta wchodzi w konszachty z władzą autorytarną czy totalitarną. Ten temat powracał w kinie niejednokrotnie. Może najbardziej dobitnym przykładem w tym względzie pozostaje film „Mefisto” węgierskiego reżysera Istvána Szabó z roku 1981, w którym krok po kroku obserwujemy historię prowincjonalnego aktora, który wdaje się w mariaż z władzą hitlerowską. A u nas skromne namiastki takiej zależności możemy obejrzeć w Muzeum Socrealizmu w Kozłowce pod Lublinem. Sporo tam prac z lat 50., których autorami chwalącymi Stalina, Dzierżyńskiego i socjalistyczną orkę traktorem, sławiły późniejsze tuzy naszej plastyki i rzeźby. Nasz film nosi tytuł „Orły Republiki” w reżyserii Tarika Saleha, a nakręcony został za pieniądze duńskie, francuskie i szwedzkie. Bo nie wyobrażamy sobie, żeby finansowo dołożył się Egipt, który został tu poddany bardzo ostrej krytyce.
Film startował w zeszłym roku w Canes w ramach głównej selekcji, czyli walki o Złotą Palmę. Tu nagrody nie zyskał, za to ogromnie spodobał się w Szwecji. Tamtejsza nagroda filmowa nosi miano Złotego Żuka. To nagroda przyznawana corocznie od 1964 roku przez Szwedzki Instytut Filmowy (Svenska Filminstitutet) za wybitne osiągnięcia w dziedzinie filmu. Nominowanych wyłania, a następnie drogą głosowania wybiera, jury powoływane przez organizacje oraz instytucje powiązane z przemysłem filmowym. I tych Złotych Żuków „Orły Republiki” zgarnęły aż sześć, w tym dla aktora pierwszoplanowego Faresa Faresa. Poza tym padło kilka nominacji, tak więc film zdobył tam praktycznie uznanie za wszystko. Film będzie miał polską premierę kinową 5 czerwca, tak, że tym razem jesteśmy więcej niż na bieżąco.
Scenarzystą i reżyserem filmu jest Tarik Saleh, rocznik 1972. To szwedzki producent telewizyjny, animator, wydawca, dziennikarz i reżyser filmowy. Urodził się w Sztokholmie, jego matka jest Szwedką, a ojciec Egipcjaninem, który wyemigrował z Egiptu z początkiem lat 60. ubiegłego wieku. Na przełomie lat 80. i 90. był jednym z najwybitniejszych szwedzkich artystów graffiti. Tarik Salek objaśnia: "Graffiti nauczyło mnie jednego: nie pytać o zgodę na zrobienie czegoś, na co mam ochotę. Więc jeżeli widzę ścianę, pytam od razu - czy nie byłoby fajnie, aby figurował tam wielki błękitny kameleon. I po jakimś tygodniu ten kameleon figuruje na ścianie. W odniesieniu do filmu podobnie. Nie pytam, czy wolno mi nakręcić film o tak niedostępnej instytucji jak Al-Azhar. A może o korupcji w egipskiej policji? Nie pytam. Po prostu to robię. Tarik Saleh pracował także jako gospodarz programu telewizyjnego w tamtejszej telewizji. Jest jednym z założycieli firmy produkcyjnej Atmo, która zajmuje się produkcją i dystrybucją jego filmów.
I jeszcze jedna kluczowa postać. Odtwórca głównej roli Nazwiskiem Fares Fares, rocznik 1973, szwedzki aktor filmowy, teatralny i telewizyjny pochodzenia libańskiego, znany z ról w produkcjach szwedzkich oraz międzynarodowych. Zaczął karierę w Szwecji w 2000 roku filmem „Jalla! Jalla!”, a następnie występował zarówno w komediach, jak i filmach akcji. Często gra główne role w filmach swojego brata, Josefa Faresa. Znany z ról w takich produkcjach jak „Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie”, „Dziecko 44”, czy serial „Czarnobyl”. U nas gra gwiazdora egipskiego kina, którego powoli połyka władza autorytarna.
To lokalne bożyszcze, zwane powszechnie "Faraonem ekranu"..Wzięty i szeroko reklamowany aktor jest w pełnym rozkwicie kariery. Może nawet żądać wyproszenia gościa z restauracji, który natarczywie mu się przygląda. Dla gwiazdora wszystko. Także przyjaciółka – na tyle młoda, iż powszechnie uchodzi za jego córkę. No i gwiazdor pławi się w luksusie. Polityką nie interesuje się wcale. Jego to nie dotyczy, skoro zajmuje się wyłącznie sztuką. Zresztą on i inni gwiazdorzy myślą, że ze względu na ich status mogą sobie pozwolić na wszystko i są nietykalni. Najwyżej filmowcy, którzy produkują dzieła podobne do zachodnich, będą się tłumaczyć przed komisją złożoną z gorliwych islamistek. Ta uważa, że wszystko, co robią, jest sprzeczne ze słowami Mahometa. Jak się wyrażają, te zachodnie filmy, jeżeli chodzi o styl i tematykę, „pogrążają kraj w błocie”. Ale to tylko przygana. Jednak na tyle istotna, by co bardziej śmiałe sceny nakręcić raz jeszcze, tym razem w wersji light. Niestety, może być gorzej, na przykład wtedy, gdy na gwiazdora pada podejrzenie, że popiera demokrację, prawa człowieka i prawa zwierząt. To w kraju islamskim może być bardzo poważny zarzut. Z wolna ujawnia się jednak prawdziwa natura kraju, w którym aktor tak beztrosko sobie żyje. Gwiazdorowi tylko wydaje się, że może uprawiać wolną sztukę w autorytarnym i teokratycznym kraju. Ale tutaj rządzą jacyś nienazwani „oni”. Mogą – choć nie muszą – aresztować kogo chcą i kiedy chcą. Nie robią tego zbyt często, ale ich miękką presję czuje się na każdym kroku. Trzeba się mocno mocno pilnować, by nie podpaść jakimś nieprzemyślanym krokiem.
Powoli okazuje się, iż zasada, że „oni” wszystkich mogą dopaść, zaczyna dotyczyć również świata sztuki filmowej. Padło akurat na Georga, wielką gwiazdę, która mogłaby się okazać użyteczną dla reżimu.
Zaczynamy się orientować, że przeciwko gwiazdorowi zawiązuje się spisek, który oplata go niewidzianymi mackami. Niewidzialnymi, bo wszystko rozgrywa się wysoko ponad jego głową, w jakiejś mgławicy, do której zwykli obywatele nie mają dostępu. Aktor krok po kroku traci swoją niezależność. Próbuję jej bronić,jeszcze się szarpie, powołuje na dawne zasługi dla Republiki, jak by nie wiedział, w jakiej sytuacji się znalazł. Pętla powoli, ale skutecznie zaciska się.
Z tym, że bycie manipulowanym to dla niego coś nowego, budzącego odruchowy opór i grozę. Z trudem godzi się, bo zresztą nie ma wyjścia, że jako gwiazdor musi się podporządkować odgórnym zaleceniom, które płyną nie wiadomo od kogo. A te odgórne instancje na przemian chwalą jego talent, by za chwilę przekazać, że gra słabo, zwłaszcza, gdy odtwarza przywódców w propaństwowym filmie. Już oni widzą lepiej, jak powinno się odtwarzać rolę ojca narodu, by tłumy skandowały na jego cześć. I już jest zblatowany przez władzę. Instancje polityczne wciągają go coraz głębiej, bo nie chcą, żeby był wielkim aktorem, chcą, żeby był jednym z nich, a właściwie tylko wykonawcą poleceń.
Okazuje się, że są jakieś czarne listy, aktorzy bez powodu tracą pracę. Bliskość władzy oznacza także wkręcenie intrygi nad którymi nie ma kontroli. Pozostaje wykorzystywany instrumentalnie. Jest wiele rzeczy, na które się z władzą nie umawiał. Z czasem tego wplątania w politykę nad którym nie panuje nie może już znieść, co jest powyżej jego wytrzymałości. Tymczasem George ciągle wiedzie wystawne życie. Jeździ zabytkowym Jaguarem, jada w eleganckich restauracjach. Nic dziwnego, że nigdy nie zamieniłby takiego beztroskiego stylu życia na nic innego. George to niezwykle przekonujący antybohater, zadowolony z siebie, który ciągle, jak długo może, uważa się za wystarczająco wpływowego, by nie przejmować się tym, co go otacza. Zauważmy - film zawiera pięknie zrealizowaną scenografię i zdjęcia, ukazujące drogę George'a do sfer elitarnych poprzez luksusowe, puste pokoje hotelowe, utrzymane w beżowej bieli, całkowicie pozbawione ciepła i poczucia wspólnoty. Jak u wielu ludzi, którzy wybierają samozadowolenie, George ostatecznie brutalnie się przebudza, nagle i w najmniej oczekiwanym momencie. No i wreszcie wysoki, chudy, nienagannie ubrany George, zdecydowanie uwodziciel z błyskiem w oku dostaje propozycję nie do odrzucenia – ma zagrać w propagandowym filmie producenta, który jest niski, pucułowaty i łysy. Ale prezydent chce widzieć siebie na ekranie wysokim i z bujną grzywą. Prezydent es-Sisi jest tak zarozumiały, że nie mógł pozwolić, by zagrał go na ekranie ktoś, kto rzeczywiście go przypomina. Pomysł jest absurdalny. W filmie zobaczymy scenę, w której George poddaje się charakteryzacji, by wyglądać jak prezydent, z łysą czapką i protezami twarzy, które zdecydowanie nakazano mu zdjąć.
Film pokazuje również, że artystki stawiają czoła znacznie większym wyzwaniom niż ich koledzy. Reżim zabrania obsadzania aktorki Ruli , partnerki George'a w licznych filmach. Wkrótce pada ona ofiarą molestowania seksualnego ze strony wpływowego generała, z którym się spotyka, by uzyskać możliwość wykonywania zawodu i mieć pieniądze na życie.
Można zadać pytanie, dlaczego ludzie to robią, dlaczego się poddają? Z ekranu słyszymy dość prostą odpowiedź: bo są szantażowani. Ale też dla dostępu do wyższych sfer, do władzy, by zyskać od tej władzy parasol ochronny, bo nie wiadomo, co się wydarzy i dla poszerzenia swojej strefy wpływów. Realizacja wojskowej propagandy doprowadzona jest do wizualnego ekstremum; kolorowe mundury, niebiesko-żółte, publiczna parada dla obywateli, którzy miejmy nadzieję, zapomną o własnych problemach, statystów pod opieką asystenta reżysera na planie, odpowiednie rekwizyty i kostiumy, przekonująca mimika. I oczywiście grupowy pseudonim sceniczny: tytułowe „Orły Republiki” który ma być cyklicznie przekazywany kolejnym pachołkom dyktatury jako skarb narodowy.
Rzecz wprawdzie dotyczy Egiptu, ale w pewnym sensie Egipt leży bliżej Polski niżby się wydawało.
Podsumowanie dyskusji:
Film o nieszczęsnym aktorze, który ociera się o autorytarną władzę (do krwi) przyjęliśmy ze zrozumieniem. Ostatecznie nasza własna historia przyzwyczaiła nas do widoku (dwóch) smutnych panów, którzy stawiali nam propozycje nie do odrzucenia. Film opowiadał więc o egipskim tu i teraz (ze szczegółami), ale równocześnie ekstrapolował to doświadczenie na inne kraje i na inne czasy. Ostatecznie reżimy są takie podobne...