Wybraniec - 28 listopada

„Wybraniec” - Dobre Kino z Kotem

Reżyseria: Ali Abbasi
Scenariusz: Gabriel Sherman
Produkcja: USA, Kanada, Dania, Irlandia

Piątek 28 listopada 2025 r., godz. 18:00,
sala kinowa KOK,
wstęp wolny

 

Mili Państwo,
w ten piątek ucieszy nasze modre oczęta koprodukcja filmowa Stanów Zjednoczonych, Kanady, Danii i Irlandii pod tytułem „Wybraniec” i zdradźmy, że tytułowym wybrańcem jest młody Donald Trump, ten sprzed prezydentury. Ale nie szkodzi, bo dzięki temu, czego dowiemy się o młodym Trumpie, jaśniejsze stanie się to, czego dopuszcza się stary Trump, którego posunięcia oglądamy na bieżąco w dziennikach. Film miał premierę w konkursie głównym na zeszłorocznym Festiwalu w Cannes. Ponadto zgarnął dwie nominacje Oscarowe dla dwóch głównych aktorów, dla Sebastiana Stana w roli Trumpa i dla Jeremiego Stronga w roli adwokata, mentora przyszłego prezydenta. Nominacje dla tych dwóch panów powtórzyły się przy Złotych Globach, przy nagrodzie brytyjskiego przemysłu filmowego BAFTA i w konkursach mniejszej wagi.

 



I już bez zbędnej zwłoki przechodzimy do artystów. Najpierw spiritus movens całości, czyli reżyser Ali Abbasi. Spytaliśmy o niego sztuczną inteligencję, a odpowiedziała bez wahania, iż Abbasi studiował architekturę w Sztokholmie, a następnie reżyserię w Duńskiej Szkole Filmowej w Kopenhadze, którą ukończył w 2011 roku. I sztuczna inteligencja dodała uprzejmie, iż jego filmy często eksplorują granice między normalnością a dziwacznością, dotykając tematów tożsamości i wyobcowania, a sam reżyser nie stroni od kontrowersji i wyrazistego stylu. Czyli inteligencja powiedziała to, co można orzec o połowie reżyserów, kręcących na całym świecie. Ale tacy mądrzy to my jesteśmy bez jej pomocy.

I ci nominowani aktorzy, którzy w kwestii samych nagród musieli obejść się smakiem. Otóż Sebastian Stan, aktor, który gra Trumpa, urodził się w roku 1982 w Konstancy w Rumunii, a w wieku ośmiu lat przeniósł się z matką, pianistką, do Wiednia, a następnie do Stanów Zjednoczonych, gdzie ostatecznie zamieszkał w stanie Nowy Jork. Obywatelstwo amerykańskie uzyskał w 2002 roku. Aktor płynnie posługuje się językiem angielskim i rumuńskim. Światową karierę zrobił w filmach dla dzieci w każdym wieku, mianowicie w Kinowym Uniwersum Marvela, czyli w
filmach o superbohaterach. Wciela się w postać Bucky'ego Barnesa, przyjaciela Kapitana Ameryki, który później staje się Zimowym Żołnierzem. Pojawił się więc w filmach, przywołuję tylko pierwsze z brzegu: „Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie”, „Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz”, „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów”, „Avengers: Wojna bez granic”, „Avengers: Koniec gry”. No a w roli Trumpa Sebastian Stan ma szanse wypłynąć na wody kina artystycznego.

Mentora Trumpa gra w filmie Jeremy Strong (rocznik 1978). Strong zadebiutował w telewizji w 2011 roku w serialu „Żona idealna”. W swojej karierze występował w wielu filmach opartych na prawdziwych historiach, w tym w „Lincolnie” (2012) Stevena Spielberga, gdzie zagrał sekretarza i biografa Abrahama Lincolna. Aktor jest znany z posługiwania się tak zwaną method acting, grą metodyczną. To immersyjna technika aktorska, w której aktorzy starają się tworzyć szczere i ekspresyjne kreacje, w pełni identyfikując się z wewnętrznymi motywacjami i emocjami swojej postaci,
rozumiejąc je i doświadczając, często pozostając w roli poza próbami i pracą na planie. Metoda, jak formalnie się ją nazywa, została opracowana w Nowym Jorku w latach 30. XX wieku przez praktyków teatralnych, takich jak Lee Strasberg, w oparciu o twórczość rosyjskiego aktora i reżysera Konstantina Stanisławskiego. I już przechodzimy do samego dzieła. Oto opowieść o tym, jak się to wszystko stało, jak do tego doszło, jak taka osobowość jak Donald Trump się skrystalizowała. Przewijają się tu postacie historyczne, jak oglądany z telewizora prezydent Richard Nixon, czy Andy Warhol, wówczas eksperymentujący artysta, dziś szacowny klasyk. Na początek kultowa knajpa, choć nie najbogatsza z wystroju i wyposażenia, w Nowym Jorku, w której spotykają się, niejako od niechcenia, najbogatsi i najbardziej wpływowi Amerykanie. Jest mowa o genie bogactwa, o szczególnym talencie do gromadzenia pieniędzy, z czym podobno należy się urodzić. Przypomina to
twierdzenia pisarza Fitzgeralda Scotta, który jest autorem dwukrotnie filmowanej powieści Wielki Gatsby, który Scott, sam biedny, nieszczęśliwy alkoholik, uważał, że bogacz to inny, lepszy gatunek człowieka. A tu młody Donald jest wręcz oczadziały tym całym bogactwem, o które się ociera. Jest nim zaślepiony, marzy, aby wstąpić do klubu najbogatszych. Trump startuje w nieruchomościach, jest jednak daleko zbyt słaby, jeżeli chodzi o wejście w duży biznes. Zaczyna od tego, że zbiera czynsze od biednych, zadłużonych lokatorów w czym okazuje się bezwzględny. Jednocześnie Donald uczy się i wyciąga na sztandary to, jak ogromnie wiele w biznesie znaczy poznawanie nowych ludzi, nie tylko jako kontrahentów, nie tylko jako osoby do negocjacji, ale także ludzi w ich otoczeniu. A więc poznawanie ich słabości, zwyczajów, nastrojów, co może naoliwić tryby biznesu. Jego ojciec, szycha w nieruchomościach, nie bardzo rozumie to nowe stanowisko syna.

 

 

Donald jest brutalny, twardy i z tym wszystkim dość prymitywny i ograniczony. A tu nadchodzą nowe czasy. Czas zmienić taktykę, stać się bardziej fleksible. czyli giętkim, gładkim, umiejącym wpasować się w sytuację, w jakiej stawia jego rodzinę sytuacja rynkowa. A tymczasem ojciec uczył swoich synów nie tego, a skrajnej oszczędności. Nawet kazał im donosić na pracowników, którzy przedłużają sobie przerwę na papierosa. Tymczasem Donald szybko chwyta, iż do pieniędzy nie dochodzi się groszowymi oszczędnościami. Bogactwo zdobywa się idąc – powiedzielibyśmy – na rympał. Więc żadną barierą nie jest dla niego przekroczenie progu toalety, w której przebywa adwokat, jakiego chce pozyskać do swojej sprawy. To jest namolne i w pewnym sensie niewybaczalne. Tyle, że młody Donald nie nauczył się reguł, a jeżeli nawet o nich słyszał, to świadomie je przekracza. Przeciera nowe ścieżki. Tymczasem wzięty i bogaty prawnik Roy Cohn, który posługuje się podobnymi metodami, bierze początkującego biznesmena pod swoje skrzydła. Uczy reguł gry, których tamten nie miał okazji poznać przy ojcu, który jest o wiele bardziej staroświecki i nieobyty. Tych kilka zasad, które wpoił mu prawnik, stają się azymutem w jego działalności biznesowej. One na niego czekały i poniekąd on na nie czekał. Trump prędzej czy później musi zaakceptować także nieczyste sposoby gry adwokata jak szantaż. I to na najwyższym sądowym szczeblu. Okazuje się przy tym, że na tym wysokim szczeblu procedura polega na umiejętnym zbieraniu i wykorzystywaniu haków na przeciwników. To, co na powierzchni jest dla prasy. Adwokat Cohn uczy młodego Trumpa, że całą moralność, zasady, przepisy prawa należy wziąć wielki nawias, czyli nie respektować ich i obchodzić, kiedy się da. I jeszcze nazywać się zwycięstwem mimo przegranej sprawy. Bo oto okazuje się, iż jednym z filarów konserwatywnej Ameryki jest prawnik o ostentacyjnej orientacji homoseksualnej, który urządza takież orgietki. Świątynią amerykańskiej polityki, jej centralnym punktem dowodzenia, okazuje się prywatne archiwum prawnika, w którym przechowuje on nagrania-haki na najważniejsze osoby w Nowym Jorku, może nawet w państwie. Wystarczy nagrać kompromitujące rzeczy, a potem w odpowiedniej chwili wykorzystać je jako przedmiot szantażu.
Bez znajomości podsuwanych mu przez mentora Trump nie zaszedłby za daleko. Nigdzie by nie zaszedł. Wejście na wyższe biznesowe obroty oznacza dla młodego Donalda zmianę dziesiątek przyzwyczajeń i drobiazgów. Potrzebuje krawca, potrzebuje sekretarki, musi się nauczyć rozmawiać z dziennikarzami. Ale to wszystko się opłaci, zwłaszcza, że widzi przed sobą długą drogę i bardzo chętnie się uczy. Donald przechodzi przyspieszoną szkołę manipulacji oczywiście w imię Ameryki i w imię obrony demokracji. A najważniejsze, że to on będzie decydował, co jest dla Ameryki najlepsze. Skoro nie istnieje moralność, dobre obyczaje, ani prawo, w świecie Ameryki są tylko zabójcy i przegrani. Donald zdecydowanie włącza się do tej pierwszej kategorii. Kolejne zwycięstwa są dla Donalda swego rodzaju ekstazą. Nawet małżeństwo Donalda i Iwanki to swego rodzaju transakcja pilnowana przez jego prawnika. Na marginesie oglądamy motyw dwóch braci Trumpów. Ten starszy, pilot linii TWA, jest na początku wzorcem dla małego i nieśmiałego Donalda. Potem te role gwałtownie się odwracają, kiedy Donald staje się potentatem, a brat powoli schodzi na pozycję menela. Zwycięzca i przegrany. Killer i ludzki zewłok. Nie wart bliższego zainteresowania. Jednak jakimś echem tego, że jednak istnieją pewne prawa moralne poza światem biznesu jest bolesne odczucie, jakie zostawiło w Donaldzie odejście jego brata. Nie pomógł mu w sposób należyty wtedy, kiedy brat tej pomocy potrzebował. Z czasem nadchodzi też dramatyczny kryzys małżeństwa, który bierze się także z winy nadętego ego Donalda. Wspina się on coraz wyżej i uważa, że żona za nim nie nadąża. Ale cała historia zawiązuje ironiczną pętelkę. Trump powoli odwraca się od swojego mentora, uważa, że ten ma zbyt ciasne horyzonty, że działa zbyt ostrożnie, a on sam porwany jest własną wizją przyszłości i swoim statusem nieustannego zwycięzcy. A mentor zostaje potraktowany w taki sposób, w jaki radził Donaldowi traktować tych, którzy już się nie liczą.

 



A co pozostaje nam, którzy możemy te wszystkie zapasy obserwoiwać z daleka. Z bardzo daleka? Możemy zrobić to, od czego zaczynał Trump – możemy modelować i ciągle poprawiać zaczeskę nad łysiną. Życzę powodzenia. We fryzjerstwie i w biznesie.


Podsumowanie:

Film okazał się – było nie było – przerażający, więc po projekcji musieliśmy wytchnąć nieco. Reakcja pierwsza – jakiż ten dzisiejszy świat, a zawłaszcza polityka, jest jednak brudny. I zaraz następna, że znaleźliśmy się, jako kraj i naród, w kleszczach dwóch szaleńców, którzy decydują o naszym losie. To dwie mocno różne pod względem rodowodu odmiany szaleństwa, ale czy to ma dla nas tak
wielkie znaczenie..?