Miłość - 6 luty

„Miłość" - Dobre Kino z Kotem
reżyseria: Dag Johan Haugerud
scenariusz: Dag Johan Haugerud
produkcja: Norwegia
Piątek 6 lutego 2026 r., godz. 18:00,
sala kinowa KOK,
wstęp wolny
Mili Państwo,
tendencja jest taka, by uważać luty za miesiąc miłości i kochanków z racji oczywistej. 14. tego miesiąca przypadają Walentynki, a z nimi cała sfera ikonografii społecznej oraz handlu. Tu koniunktura odbija się od dna, którego dotknęła po euforii w sezonie Christmas. A teraz z ogromną korzyścią własną przerzuca się na masową produkcję amorków i serduszek. Czy więc chcemy czy nie, znajdujemy się w epicentrum miłości.
Za tą tendencją nadąża jak najbardziej zawsze czujny Kościański Ośrodek Kultury, który również obrał luty za najbardziej stosowny miesiąc na świętowanie i fetowanie bożka Amora. Tu przypominam, że w świecie chrześcijańskim, którego podstawowe pojęcia wywodzą się z łaciny, istnieją dwa główne określenia miłości. Najpierw „amor”, czyli miłość związana z uczuciem i pożądaniem, tak jak między narzeczonymi i małżonkami. Oraz „caritas”, czyli miłość, w której czynnik napięcia erotycznego nie występuje. To może być miłość do dzieci, miłość do idei czy - przykładowo - miłość do państwa. No, ale my oczywiście znajdujemy się właśnie w polu rażenia Amora.
I dlatego zostałem poproszony o wybranie filmu na temat miłości. Mogłem wziąć pierwszy lepszy melodramat, ale tego mają Państwo po grdykę i kokardę, zwłaszcza w domu, gdzie wspólnota rodzinna wykupiła dostęp do Netflixa. Zdecydowałem się więc na film o miłości nieprostej, nieoczywistej, o miłości, która szuka dopasowania, która jest nieco zagubiona, która nie jest pewna swojej autentyczności. Przed Państwem obraz norweski pod tytułem „Miłość”. Polska premiera kinowa odbyła się w listopadzie 2025 roku. Film opowiada o Marianne (to w filmie lekarka) i Torze (w filmie - pielęgniarz), którzy unikają tradycyjnych związków, szukając intymności w przypadkowych spotkaniach i nocnych rozmowach.
Z zespołu twórców wspomnijmy z konieczności tylko odtwórczynię wiodącej roli. Andrea Bræin Hovig (urodzona w 1973 roku) to ceniona norweska aktorka filmowa, telewizyjna i teatralna, a także piosenkarka i pisarka. Największe uznanie przyniosła jej rola Anji w dramacie „Nadzieja” (Håp, 2019), za którą otrzymała prestiżową nagrodę Amanda dla najlepszej aktorki oraz nominację do Europejskiej Nagrody Filmowej. Wystąpiła również w produkcji „Miłość”, którą zobaczymy za chwilę. Za tę rolę w 2025 roku odebrała Dragon Award na Göteborg Film Festival. W Skandynawii znana z seriali oraz produkcji komediowych. Jest stałą aktorką Teatru Narodowego w Oslo, gdzie grała m.in. Julię w „Romeo i Julii”. Oprócz kariery aktorskiej publikuje książki dla dzieci i młodzieży, a jej debiutem fabularnym dla dorosłych jest powieść „Final Act”.

W tym filmie miłość jest wieloaspektowa, wielokierunkowa. Bohaterowie czują nieustanny przymus odnajdywania siebie w rozmaitych konfiguracjach międzyludzkich. Usłyszymy nawet, że do tego uczucia dochodzi między ziemią, konkretnie glebą na danym terenie, a osobami ją zamieszkującymi. Chociaż te osoby najczęściej nie zdają sobie z tego sprawy. W tych złożonych środowiskach, w tych dziwnych, powikłanych relacjach, ludzie próbują odnaleźć swoją tożsamość. Wszystkie konfiguracje są teoretycznie optymalne, tyle tylko, że nie zawsze dają satysfakcję. Często okazuje się, że im więcej tych konfiguracji jest, tym trudniej te satysfakcję uzyskać.
Główna bohaterka za specjalność lekarską obrała urologię i sama dość dokładnie wyjaśnia dlaczego. Otóż ta dolna strefa brzucha, mówiąc na sposób laicki, jest uważana za najbardziej intymną. Przez to może nawet intrygującą i to także z czysto lekarskiego punktu widzenia. Jednocześnie choroby z tej sfery ciała często sprowadzają nieodwołalną szkodę na całym ustroju, czasem prowadzą do śmierci. Tak więc rozumiemy, iż kontakt z tymi chorobami, leczenie ich, diagnozowanie pacjentów, którzy im ulegli, może się wydać dla lekarza bardzo intrygujące. No i - przy okazji - dokładnie dowiadujemy się, dlaczego Panowie powinni badać prostatę. Z przyczyn, na które wielu z nich zupełnie by nie wpadło.
Na ekranie pyszni się Oslo pokazywane często z szerszej perspektywy. Miasto rozległe o zabudowie niskopiennej, surowej. Chciałoby się powiedzieć - protestanckie. Przed tym charakterystycznym ratuszem z dwoma kwadratowymi wieżami, stałem trzykrotnie, nigdy nie zwróciłem szczególnej uwagi na rzeźby, które się tam pojawiają. A one, jak się dowiemy z filmu, głoszą ideę wolności, także wolności erotycznej, tolerancji i akceptacji dla ludzi o odmiennych poglądach i postawach życiowych. Szczególnie ujmujące jest to, że panujący z wysoka miastu rybak, bywa także utożsamiany z Jezusem, który błogosławi mieszkańcom, niezależnie od tego jakiej byliby orientacji. Przecież On stworzył ich wszystkich.

Może nas zdziwić, jak wnikliwie, jak długo bohaterowie tej opowieści roztrząsają swoje relacje z otoczeniem, zwłaszcza z rodziną, jak nicują własne związki, nawet te przypadkowe, jak się naradzają nad ciągiem dalszym. To jednak trochę inna kultura niż nasza. Oni, bardziej niż my, starają się wziąć pod uwagę w tych miłosno-erotycznych sprawach maksymalnie wiele okoliczności towarzyszących. A jako, że życie rodzinne jest skomplikowane, więc i okoliczności bywają rozbudowane i niejednoznaczne. Mogą to wałkować i wałkować. Może więc dlatego oglądamy tak wiele razy te panoramy Oslo w sierpniu, żebyśmy wpadli na to, jak wiele z tych gorących uczuć, czai się pod tą powierzchnią.
Zetknęliśmy się z tym zapewne, czytując norweskie kryminały, zwłaszcza autorstwa Jo Nesbø. Zresztą Norwegia jest ojczyzną wielu znanych autorów powieści kryminalnych, a Jo Nesbø jest z nich obecnie najbardziej znanym na świecie, głównie za sprawą serii o detektywie Harrym Hole. Jo Nesbø, z wykształcenia ekonomista, jest czołowym przedstawicielem norweskiego kryminału. Jego powieści charakteryzują się dynamiczną akcją, skomplikowanymi zwrotami akcji i mroczną atmosferą. Cykl o Harrym Hole liczy 13 tomów, sam przeczytałem co najmniej połowę. Gładka powierzchnia socjalistycznego społeczeństwa, oczywiście w sensie socjalu i demony, które czają się pod tą powierzchnią. Wszystko zaburzone w tej typowej skandynawskiej melancholii, która każe tonizować ludzkie uczucia, poniekąd mrozić je w tych chłodnych krajach. Dużo tego słychać w tamtejszej muzyce, na przykład w skandynawskim jazzie. Oczywiście z pominięciem ABBY.
Proszę też zwrócić uwagę na drastyczną odmienność norweskiej służby zdrowia. Oczywiście oni mają tam więcej pieniędzy, które pochodzą głównie ze sprzedaży ropy naftowej, pompowanej przez szyby na Morzu Północnym. Oglądamy też skok jakościowy między naszą i ich obsługą lekarską. Nie tylko dzięki temu, że mają dla pacjentów jedynki i specjalistyczny sprzęt, ale też z tego drobnego, wydawałoby się, powodu, że do tych jedynek pukają. A chory w trakcie dyżuru lekarskiego staje się dla personelu medycznego najważniejszą osobą. W tym filmie, a zwłaszcza w sekwencjach szpitalnych, widzimy, jak blisko miłość ociera się o śmierć. To dwa fundamentalne doznania naszej egzystencji. Wiele książek i filmów na ten temat powstało. Główną bohaterką, w sensie chorobowym, była tu jednak gruźlica przez pewien czas zupełnie nieuleczalna. Przypomnę tutaj „Czarodziejską górę” Thomasa Manna czy naszą „Brzezinę” Jarosława Iwaszkiewicza, sfilmowaną przez Andrzeja Wajdę.
W filmie obserwujemy też to, co znamy z własnego doświadczenia, mianowicie - dopuszczenie innej osoby do higieny intymnej, w intymnych miejscach, na przykład podczas choroby, jest oznakom szczególnego zbliżenia. Ty możesz mi w ten sposób i w tej sytuacji pomagać, a inni nie. To szczególna intymność, o której z reguły mało mówimy. W naszych filmach zasadniczo się o tych sprawach nie rozmawia, a jak już, to raczej w ogóle się ich nie roztrząsa w taki sposób, w jaki to dzieje się w filmie norweskim. My raczej wolimy działać, a dopiero potem zastanawiamy się, co to znaczy. Nie tylko w odniesieniu do tej sprawy, ale także na przykład powstania styczniowego, którego rocznicę obchodziliśmy niedawno. Proszę też na marginesie zwrócić uwagę, jak bardzo delikatni są Norwegowie w tych rozmowach. Ile razy się przepraszają, podejrzewając tylko, że popełnili jakiś nietakt, ile razy się wyhamowują, jak bardzo są zapobiegliwi i ostrożni wobec siebie.
Pojawia się też kwestia relacji między oficjalnym upamiętnieniem rocznicy, co sporo kosztuje. I, albo przeznaczymy pieniądze dla starszych osób, by usprawnić ich komunikację z urzędami, albo na fetę. U nas ten problem przybiera postać pytania: czy stawiać wspaniałe pomniki w Warszawie, która i tak ma ich stosunkowo dużo - a teraz kroi się pomnik zwycięstwa nad bolszewią z roku 1921 - czy też te pieniądze przeznaczyć na przykład na budowę łatwo dostępnych i czystych ubikacji, których Warszawa potrzebuje ogromnie. O czym przekonują się wszyscy, zwłaszcza taksówkarze czy kurierzy, którzy krążą po mieście.
Proszę Państwa, nie planowałem tego, ale skoro już wgłębiłem się w te norweskie kombinacje erotyczne, to pomyślałem, może jakiś trójkąt, czworobok, wielokąt erotyczny w tym lutym, miesiącu miłości. A skoro jestem prelegentem, to może nawet - z całą salą! A co?! Wszak powiada poeta Jan Kochanowski we fraszce „Do dziewki”: „im kot starszy, / Tym, pospolicie mówią, ogon jego twardszy”. Niestety, fraszka często mija się z prawdą. Nad czym ubolewa Kot. Wiesław Kot.
Podsumowanie dyskusji:
Z dużym zrozumieniem i empatią przyjęliśmy te liczne warianty miłosne przedstawione w filmie w pełnym katalogu. Kilkakrotnie dało się słyszeć przekonanie, że najważniejsze w tej dziedzinie są poszukiwania własnej drogi. Taka odrębność u nas może kosztować znacznie więcej niż w o wiele bardziej otwartej Norwegii. U nich jest to łatwiejsze także z tego powodu, że rozmawiają inaczej niż my. Otwierają się na innych, ale też są niesłychanie dyskrecjonalni, pełni szacunku. Jest się czego uczyć.