Veni Vidi Vici - 24 października

,,VENI VIDI VICI" - Dobre Kino z Kotem
Reżyseria: Daniel Hoesl, Julia Niemann
Scenariusz: Daniel Hoesl
godz. 18:00,
sala kinowa KOK,
wstęp wolny
Mili Państwo,
jesień się pogłębia, nic więc dziwnego, że i my szukamy pogłębionych wrażeń w kinie. Właśnie nadarza się okazja w związku z austriackim filmem pod łacińskim tytułem „Veni, vidi, vici”.

Te trzy słowa brzęczą nam w uchu, więc zacznijmy od przypomnienia, iż wypowiedział je Juliusz Cezar przed rzymskim senatem, kiedy sprawozdawał przebieg bitwy z bitwy pod Zelą w roku 47 p.n.e. Od tamtych czasów ten raport Juliusza Cezara przywoływany jest na określenie zwycięstwa błyskawicznego i całkowitego. A nasz film otwiera pytanie, czy jego bohater w jakimś stopniu przypomina tego z czasów rzymskich.
Dzieło pochodzi z zeszłego roku, zostało przychylnie przyjęte na rozmaitych festiwalach przeglądach i w arthousowych kinach, jak nie przymierzając: nasze. Na całym świecie. Także na festiwalu w Sundace, w stanie Utah, w tym świetnie trzymającym się dziedzictwie jego fundatora świętej pamięci Roberta Redforda. Ten w słynnym westernie wystąpił jako Sundance Kid, a potem przejął ten filmowy pseudonim na określenie instytucji promującej kino ambitne.
Ale wracamy do naszego dzisiejszego obrazu. Jego reżyserem jest duet: Daniel Hoesl, Julia Niemann. Oboje to austriaccy reżyserzy i scenarzyści młodszego pokolenia, szukający swego rewolucyjnego, przewrotnego sarkastycznego głosu w dyskusji o kapitalizmie, opozycji bogactwa i nędzy, niesprawiedliwości społecznej.
Odtwórcą głównej roli, aktorem zdolnym i umięśnionym jest Laurence Rupp, austriacki aktor teatralny, rocznik 1987. Był członkiem czołowego w Austrii zespołu Burgtheater, a potem przeniósł się do równie znakomitego Berliner Ensamble. Aktorstwo studiował w Wiedniu, udzielając się tymczasem w telewizyjnych operach mydlanych. Od tamtego czasu pracuje w filmie, ostatnio w seriach filmowych Netfliksa. A ktoś uważny i trawiący takie kino, mógł zobaczyć Ruppa w thrillerze „Mission Impossible – Rogue Nation”, który błąka się po kanałach telewizyjnych w ramach niekończących się powtórek.
I żona filmowego Amona, Viktoria Maynard. W tej roli Ursina Lardi. To aktorka szwajcarska, rocznik 1970. Studiowała aktorstwo w Niemczech i tam też grywa w teatrze, raz po raz zmieniając zespoły sceniczne.
A u nas Laurence Rupp to Amon Maynard, miliarder, okazjonalny seryjny morderca. Zabija od przypadku do przypadku, swoje ofiary wyszukuje losowo. Te eskapady miliardera-snajpera są wprawdzie dość przypadkowe, ale w sumie nieźle zorganizowane, zwłaszcza dzięki pomocy jego totumfackiego, lokaja Alfreda. Łatwo dopuszczać się zbrodni, jeżeli na miejsce egzekucji jeździ się luksusowym samochodem, strzela z najlepszego karabinku z lunetą i w dodatku słucha się opery.
I tu zaczyna się problem i dla Amona, i dla nas, widzów. Dla niego, ponieważ te zbrodnie traktuje jako wyzwanie rzucone społeczeństwu, a także porządkowi prawnemu i moralnemu. Cóż, najtrudniej walczyć z ludzką samowolą i bezwzględnością, kiedy świat wielkich pieniędzy łączy się ze światem wielkiej polityki. Tak rodzi się niewyobrażalna korupcja. Film rozpoczyna się jak hollywoodzki thriller gatunkowy, w którym samotny obrońca prawa pokonuje wielką machinę bezprawia, jak na przykład w „Nietykalnych” Briana de Palmy. I w setkach podobnych tytułów, by wymienić tylko „Chinatown” Romana Polańskiego. Tutaj więc w zaczątku fabuły jest tak samo, ale prowadzi ona ku zupełnie innemu rozwiązaniu.

Maynard działa z taką ostentacją i tak otwarcie, jakby wręcz prosił się o schwytanie i postawienie przed sąd. Nic takiego jednak się nie dzieje. W finale twórcy filmu wyzywają wręcz samą publiczność kinową do działania, do przeciwstawienia się miliarderowi i jemu podobnym, patrząc tej publiczności prosto w twarz. Śmiało, ale też z pewnym cynicznym przekonaniem, że nikt się w tej sprawie nie ruszy. No i pewnie mają rację. Warto zauważyć, że córka miliardera, Paula, doprowadza to bezinteresowne okrucieństwo do jeszcze bardziej skrajnej formy. Aż strach pomyśleć, co będzie wyprawiał świeżo narodzony potomek miliardera.

Ten sam styl, który cechuje podejście Maynarda do ofiar jego samego i jego karabinka snajperskiego, panuje w biznesie, który miliarder uprawia. On także — w sensie finansowym — zabija słabszych od siebie, nawet jeżeli są to jego wcześniejsi mentorzy. Fair play jest dla idiotów i nieudaczników. Nauka reguł postępowania to strata czasu. Reguły są po to, by je omijać albo łamać. Osoby kreatywne, ambitne, posiadające szersze widzenie świata, dostrzegające dalekie perspektywy, same dla siebie ustalają reguły gry.
Takie przekonanie przechodzi z ojca na syna albo z ojca na córkę. Jest swego rodzaju rodowym dziedzictwem, tajemniczym zaklęciem, dzięki któremu młodsze pokolenie daje sobie radę w życiu równie pomyślnie jak starsze. To styl życia zdobywców. Taka tradycja rodziny Maynardów jest dla niej bardzo ważna. To tradycja wspinania się po trupach, którą bardzo chętnie przekazują następcom. A ci nie mają nic przeciwko temu, żeby przejąć ten styl prowadzenia życia i biznesu. Przy tym Amon jest produktem tej gałęzi ekonomii, która opowiada się za skrajnie swobodnym i bezkompromisowym kapitalizmem. Chciałoby się powiedzieć – kapitalizmem darwinowskim. Na naszym podwórku poznaliśmy taki w latach 90. minionego wieku. A teraz wprawdzie akcja tych wszystkich incydentów rozgrywa się w Austrii, ale my byśmy też mogli tu znaleźć pewne analogie. Z tym że my na razie dowiadujemy się o tych sprawach nie z filmów fabularnych, te należą do rzadkości, raczej z dzienników telewizyjnych.

Nie tylko animalistyczny kapitalizm jest tu wszechobecny. To idzie głębiej. Tutaj wszechobecny jest cynizm. Dobre jest to, co dobre jest dla mnie. Przypominam, że cynizm to postawa życiowa charakteryzująca się podważaniem i lekceważeniem powszechnie przyjętych norm, wartości oraz autorytetów, często połączona z negatywnym poglądem na naturę ludzką, zakładającym, że ludzie działają wyłącznie z pobudek egoistycznych. S Sam Maynard pragnie umieścić swoje życie w siatce jakichś norm, ale ani on, ani otaczający go ludzie czy organizacje porządku publicznego jak policja, czy sądy, wcale nie są tym zainteresowane. Jego otoczenie nie jest po prostu w stanie zakwestionować jego statusu ogromnie bogatego człowieka, który sięga po coraz bardziej ryzykowne przedsięwzięcia, a także statusu ojca kochającej się rodziny. Przedsiębiorca jest tak wysoko sytuowany na drabinie społecznej i ma tak ważne powiązania, że osoby z obrzeży społecznych, które usiłują go pogrążyć, skazane są na zamilczenie. Uznanie za maniaków i psychopatów. Sam Maynard określa swój styl w biznesie jako kreatywne niszczenie. Wcześniejsze technologie czy formacje są po prostu wypierane bezwzględnie przez następne. Podobnie
Nie oglądamy jednak w filmie niczego drastycznego. Nie zobaczymy tu szczególnych zwrotów akcji ani niespodzianek. Akcja toczy się, jak Państwo zobaczą, dość leniwie, a incydenty z zastrzelonymi przypadkowymi ludźmi są zawsze podane w jasnym oświetleniu słonecznym, jakby były tylko drobną dysfunkcją w pięknym, malowniczym dniu. Czasem tylko w tej opowieści błyska coś mroczniejszego, ale zaraz akcja wycofuje się w pogodne rozleniwienie.

To świat, w którym jedni zdobywają niebywałe bogactwo, to jest ten 1% ludzi na świecie żyjących w absolutnym luksusie. A także całej reszty, która zadowala się, jak słyszymy z ekranu, zaledwie ochłapami i jest z tego powodu wystarczająco szczęśliwa.
Mayenard przypomina trochę zwierzę. On również kieruje się instynktem. Ten nakazuje mu zabijać słabszych od siebie, bo tak działają prawa przyrody, przynajmniej w odniesieniu do zwierząt. Przez sporą część filmu widz zastanawia się, czy są jakieś limity, którym podlega ten inwestor. Czy są jakieś reguły, które nie pozwalają mu tak bezwzględnie przejść do przodu? Czy jest jakaś rafa, na której się zatrzyma? Widz jest coraz bardziej zirytowany, że nikt, żadna instancja z życia państwowego nie są w stanie zatrzymać miliardera, który działa jak rozkapryszony bachor. I ta irytacja się przeciągnie.
Jeszcze pewien dysonans: takich maniakalnych morderców widywaliśmy zazwyczaj w otoczeniu charakterystycznym dla tanich hoteli, dla przedmieść, dla ponurych bloków, a tutaj morderca, cały szczęśliwy, wraz z równie szczęśliwą rodziną, bytuje w nieskazitelnej, białej willi z domowym basenem. To znaczące, że rodzina miliardera mieszka w sterylnych, choć luksusowych, wnętrzach, że nie ma tam odrobiny ciepła. Najbogatsi ludzie, jak się okazuje, zadowalają się stylem minimalistycznym. Sam beton. Miejsce, w którym żyją, przypomina magazyny hurtowni albo pobielone wapnem stodoły.
Kiedy Krzysztof Kieślowski stawiał swoje słynne pytania w odpowiedzi na nakazy Dekalogu, sytuował ważne moralnie wydarzenia na blokowisku na warszawskim Ursynowie. Mieszkanka były ciasne pobielone na biało i zagracone do niemożliwości. Ale prawo moralne tam działało. Kto by pomyślał, że będziemy snuli rozważania moralne na tle betonowej ściany pociągniętej białą farbą?

piątek, 24.10, godz. 18:00
sala kinowa KOK
wstęp wolny
Dobre Kino z Kotem 24.10.2025 „Veni Vidi Vici”