Dwaj prokuratorzy - 9 kwietnia

„Dwaj prokuratorzy" - Dobre Kino z Kotem

reżyseria: Siergiej Łoznica

scenariusz: Siergiej Łoznica

produkcja: Francja, Holandia, Niemcy, Ukraina, Litwa, Rumunia, Łotwa

Czwartek 9 kwietnia 2026 r., godz. 18:00,

sala kinowa KOK,

wstęp wolny

 

Mili Państwo,

przed nami dziś film ukraińskiego twórcy na temat Rosji. Produkcja międzynarodowa, także ukraińska. Twórcą jest Sergiej Łoźnica, a tytuł dzieła – „Dwaj prokuratorzy”. Film miał premierę na zeszłorocznym Festiwalu w Cannes, a u nas w kinach w styczniu tego roku. W Cannes prezentowany był w konkursie głównym, zdobył jedną pomniejszą nagrodę, ale też wiele innych premii na rozmaitych festiwalach na całym świecie.

Historia osadzona jest w Rosji, w roku 1937 w apogeum „wielkiej czystki” i ma wydźwięk uniwersalny - w tym sensie, że dowiadujemy się z niego na temat Rosji rzeczy niezmiennych i ciągle aktualnych. Intrygę można streścić w kilku zdaniach, czego oczywiście nie zrobimy. Niektórzy zniecierpliwieni widzowie pisali, że należałoby go skrócić do pół godziny i całkiem niepotrzebnie trwa aż dwie. Sądzę, że to błędne myślenie, ponieważ istotą sowieckiego świata tamtych czasów jest wieczne wyczekiwanie: w kolejkach, na wyrok, w więzieniu czy gułagu. A tam czas wydawał się stać w miejscu. Poza tym - integralna część tego systemu to bramy,  przegrody, drut kolczasty,  kraty. To wszystko trzeba nieustannie otwierać i zamykać. A to trwa i trwa. Posmakujmy więc tego beznadziejnie powolnego upływu czasu.

Przedstawmy twórców. Scenarzysta i reżyser naszego dzisiejszego obrazu to Siergiej Łoźnica wybitny ukraiński reżyser filmowy, scenarzysta i dokumentalista, w 1964 roku na Białorusi, a wychowany w Kijowie. Zanim zajął się kinem, ukończył matematykę stosowaną i pracował w Instytucie Cybernetyki nad sztuczną inteligencją. Jego najnowsze projekty skupiają się na historii ZSRR oraz współczesnej wojnie na Ukrainie.

Łoźnica jest znany z surowego, analitycznego stylu oraz mistrzowskiego wykorzystania materiałów archiwalnych. Wielokrotnie nagradzany na Krakowskim Festiwalu Filmowym, m.in. Złotym Smokiem za filmy „Blokada” i „Pismo”, w 2018 roku otrzymał honorowego Smoka Smoków za całokształt twórczości dokumentalnej. Od 2001 roku reżyser mieszka i pracuje w Niemczech.

I wiodący aktor, który pozostaje motorem filmowej intrygi. Aleksander Kuzniecow, rocznik 1992 urodzony w Sewastopolu na Ukrainie. Kuzniecow czuł się tu ograniczony w sensie twórczym i przeniósł się najpierw do Kijowa, a następnie do Moskwy, aby kontynuować edukację. W 2015 roku ukończył Rosyjski Instytut Sztuki Teatralnej i został zaproszony do kilku czołowych moskiewskich teatrów. Wybrał Moskiewski Teatr Artystyczny im. Czechowa, gdzie w tym samym roku rozpoczął karierę aktorską. Grał, reżyserował, występował w telewizji, w serialach Netfliksa, telewizji HBO. Uważany był za wschodzącą gwiazdę rosyjskiego kina. Wreszcie Kuzniecow otwarcie krytykował rosyjską inwazję na Ukrainę, co oznaczało koniec kariery w Rosji. Kuzniecow jest również frontmanem zespołu Space Punk Industry. Obecnie pracuje nad ich pierwszym albumem. Aleksandr opisuje swoją muzykę jako mieszankę „britpopu i alternatywy”.

Ponieważ o samej fabule nie powiemy więcej, skoncentrujmy się na echach, jakie ta historia wywołuje. Przechodzimy od ogółu do szczegółu. W filmie zobaczymy, jak w apogeum stalinowskiego terroru niezliczone tłumy Rosjan ciągle wierzą w Stalina. I w wielką Rosję Sowiecką. Ryszard Kapuściński w swoich reportażach z Rosji, zwrócił uwagę na fakt, że nawet  w najmniejszej mieścinie w sklepie wisiała ogromna mapa Związku Radzieckiego. Jeżeli brakowało towaru, to sprzedawczyni tłumaczyła: kraj ogromny, wszędzie nie dowiedziesz. Lenin czy Stalin chciałby przybliżyć nieba każdemu z proletariuszów, ale przecież dla wszystkich nie na starczy. Tak nawiasem Stalin rozmawiając w kręgu rodzinnym powtarzał, że co innego on, Josef Wissarionowicz, mąż czy ojciec, a co innego Stalin, który figuruje na sztandarach, plakatach, zdjęciach czy w kronikach filmowych. Tutaj Stalin jest symbolem, postacią mityczną, półboską. Mnóstwo Rosjan pisze listy w swoich sprawach właśnie do tego bóstwa. Co się dzieje z tymi listami, łatwo przewidzieć.

Ale zastanawiająca jest ta kwestia wiary. W ujęciu doktryny marksistowsko-leninowskiej nawet klasa robotnicza może dać się zwieść swoim ciemiężycielom i błędnie rozpoznać swoje własne interesy, i właśnie dlatego potrzebuje przywództwa światłej awangardy partyjnej. Ale i awangarda partyjna może pobłądzić. Potrzebuje więc genialnego przywódcy, który nie myli się nigdy. Właśnie - towarzysza Stalina. Angielski badacz, Paul Ham, w obszernym tomie zatytułowanym „Dusza. Historia ludzkiego umysłu” pisze: „Wiara jest motorem ludzkich dziejów, niezależnie od tego, czy przedmiot naszej wiary – bóg, mesjasz, ziemia obiecana, proroctwo, utopia polityczna – rzeczywiście istnieje bądź kiedykolwiek zaistnieje”. I nieco dalej: „Zwierzęta zabijają, żeby jeść i bronić swoich praw do terytorium i reprodukcji. Natomiast człowiek rozumny zabija dla przyjemności lub w imię boga, proroctwa czy świętej księgi. Żadne inne stworzenie nie poświęca się dla bóstwa, ziemi obiecanej ani ideału politycznego”.

To - jeżeli chodzi o ślepą wiarę w Stalina. Z kolei izraelski historyk Yuwal Harari w monumentalnym dziele pod tytułem „Nexus. Krótka historia informacji”, na marginesie swoich rozważań,  przytacza pewną autentyczną scenę, która obrazuje mechanizm działania systemu stalinowskiego. Czytamy: W jednym z opowiadań Aleksander Sołżenicyn relacjonuje partyjną konferencję rejonową, która odbyła się w okręgu moskiewskim pod koniec lat trzydziestych XX wieku, czyli w szczytowym okresie stalinowskiego wielkiego terroru. Kiedy rozległ się apel o złożenie hołdu Stalinowi, delegaci – którzy oczywiście wiedzieli, że są uważnie obserwowani – odpowiedzieli gromkimi brawami. Po trwających pięć minut burzliwych oklaskach sytuacja przedstawiała się tak: „Ale dłonie już bolą. Ale już drętwieją uniesione ręce. Ale już starsi ludzie tracą oddech. [...] Tylko że kto pierwszy ośmieli się przestać?”. Sołżenicyn wyjaśnia, że „stoją i klaszczą enkawudziści, już oni dobrze patrzą, kto pierwszy przestanie!”. Scena ta dłużyła się w nieskończoność, minęło sześć minut, potem osiem, potem dziesięć. „Już nie mogą przestać, póki wszyscy nie zwalą się z pękniętym sercem! [...] Zerkając na siebie wzajem z resztką nadziei, ale udając zachwyt, kierownicy rejonu będą klaskać aż do upadu, póki nie zaczną ich stąd dygować na noszach!” W końcu, po jedenastu minutach, dyrektor papierni wziął sprawy – a właściwie swoje życie – w swoje ręce: przestał klaskać i usiadł. W jednej chwili wszyscy przestali klaskać i również usiedli. Tej samej nocy tajna policja aresztowała go i wysłała do gułagu na dziesięć lat. „Przesłuchujący upomniał go jednak: – Żebyś nigdy nie był pierwszy do przerywania oklasków!” I oto puenta tej sceny: „Zgodnie z definicją sformułowaną przez dysydenckiego radzieckiego filozofa i satyryka Aleksandra Zinowjewa homo sovieticus to człowiek służalczy i cyniczny, pozbawiony wszelkiej inicjatywy lub zdolności niezależnego myślenia, biernie wykonujący nawet najbardziej absurdalne rozkazy i obojętny na efekty swoich działań. Radziecka sieć informacyjna wyhodowała homo sovieticusa za pomocą inwigilacji, kar i nagród. Na przykład posyłając dyrektora papierni do gułagu, sieć dała sygnał pozostałym delegatom konferencji, że konformizm popłaca, natomiast podejmowanie wszelkich kontrowersyjnych działań jest ryzykowne”. Zresztą - jak czytamy dalej – „Żarliwi wyznawcy komunizmu skonfrontowani z okropnościami stalinizmu często odpowiadali, że szczęście, jakie stanie się udziałem przyszłych pokoleń w ‘realnym socjalizmie’, zrekompensuje wszelkie doraźne nieszczęścia doświadczane w gułagach”.

Od ogółu przechodzimy do szczegółów. W filmie oglądamy dwóch naszych rodaków. Z urzędowego portretu patrzy na nas Feliks Dzierżyński. Wikipedia streszcza: „Po przewrocie bolszewickim był organizatorem radzieckich służb specjalnych. Od 1917 stał na czele Czeka, GPU i OGPU. Z uwagi na kierowniczą współodpowiedzialność za prześladowanie, ludobójstwo podczas czerwonego terroru zyskał miano Żelaznego Feliksa, Krwawego Feliksa lub Czerwonego Kata. We współczesnej Białorusi uważany za bohatera narodowego”.

Pojawia się też drugi rodak, szef Prokuratury Generalnej ZSRR, Andriej Wyszyński, Oskarżyciel w procesach pokazowych okresu wielkiego terroru w ZSRR. Jest mu przypisywane powiedzenie: Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie.  Powiedzenie to zostało nazwane jednym z najbardziej społecznie popularnych, przygnębiających i oddających powszechną bezbronność wobec niesprawiedliwego sądu powiedzonek charakteryzujących wymiar sprawiedliwości we wszystkich krajach rządzonych przez komunistów.

I znaczący drobiazg. Niższy rangą enkawudzista ma w swoim gabinecie telefon, ale bez tarczy. Nie można z niego zadzwonić, można tylko odbierać połączenia z rozkazami.

W kontekście obecnej sytuacji na Wschodzie powiem: powinniśmy zrobić, ile się da, żebyśmy nie musieli zamieniać naszych smartfonów na aparaty bez tarczy. Zapraszam na film.