Kontinental' 25 - 26 września

reżyseria: Radu Jude
scenariusz: Radu Jude
produkcja: Rumunia, Szwajcaria, Luksemburg, Brazylia, Wielka Brytania
premiera: 19 lutego 2025 (Światowa), 3 października 2025 (Polska premiera kinowa)
Kontinental '25
Dobre Kino z Kotem - autorska prelekcja dra Wiesława Kota, którą wygłosi przed seansem. Po projekcji zapraszamy do wspólnej dyskusji.
Mili Państwo,
na otwarcie sezonu jesiennego zjawiamy się z filmowym towarem rumuńskim, ale także światowym. Jest to film „Kontinental’25” w reżyserii twórcy rumuńskiego Radu Jude, produkcji składkowej, bo dokładały się zarówno Rumunia jak Szwajcaria, Luksemburg, Brazylia, czy Wielka Brytania. Obraz już zyskał obywatelstwo światowe, mimo iż jest produkcją tegoroczną. Pomogło mu to, iż na Festiwalu Filmowym w Berlinie miał światową premierę w konkursie głównym w lutym tego roku, co przyniosło mu Srebrnego Niedźwiedzia za scenariusz. Przypominam, że Festiwal w Berlinie w odróżnieniu od Cannes nagradza z zasady poważne dramaty społeczne i polityczne. Choć film bywa opisywany nie tak poważnie, bo jako komediodramat. I rozszedł się „Kontinental’ 25” po świecie zwracając uwagę na pokazach w Luksemburgu, w Hongkongu, w Sydney, w Karlowych Warach, w Sarajewie, w Nowym Jorku, w Chicago, w Londynie, w Vancouver a i u nas we Wrocławiu w ramach przeglądu „Nowe horyzonty”. Wszędzie zyskiwał wysokie oceny widowni ambitnej, przebranej, otwartej na kino z całego świata.
Film jest autorskim – bo scenariuszowym i reżyserskim – dziełem twórcy rumuńskiego nazwiskiem Radu Jude, rocznik 1977. Od lat nazywany bywa sumieniem narodu rumuńskiego. Reżyserię Radu June ukończył w 2003 roku w Bukareszcie i – jak w świecie bywa – zaczynał od krótkiego metrażu i reklamówek telewizyjnych, których, dla chleba nakręcił przeszło sto. Radu June w roku 2009 wystartował w długim metrażu filmem „Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie”, który stał się emblematycznym dziełem rumuńskiej Nowej Fali. Ostatecznie oni też sroce spod ogona nie wypadli, też mają swoją Nową Falę, jak – nie przymierzając – Francuzi z twórcami tej miary co Jean-Luc Godard, François Truffaut, Claude Chabrol i z aktorami rangi Brigitte Bardot, Jeanne Moreau czy Jeana-Paula Belmondo. Owa tytułowa najszczęśliwsza dziewczyna wygrała samochód w konkursie zorganizowanym przez firmę produkującą napoje bezalkoholowe. Przyjeżdża więc po jego odbiór do Bukaresztu, ale z rodzicami, bo sama jest niepełnoletnia. I tu okazuje się, że dziewczyna ma swoje plany co do samochodu, a rodzice swoje, oczywiście całkiem inne. Dziewczyna w płacz, a przecież warunkiem otrzymania nagrody jest wystąpienie w reklamówce firmy i pokazanie się jako tytułowa „najszczęśliwsza dziewczyna”. I tu zaczyna się bolesny impas. Od tego tytułu obsypanego licznymi nagrodami, Radu Jude kręci kolejne filmy obsypane jeszcze liczniejszymi nagrodami, aż z filmem „Jude’s Aferim!” z 2015 znalazł się na krótkiej liście kandydatów do Oscara dla filmu nieanglojęzycznego, choć ostatecznie statuetki nie dostał.
Nie szkodzi w roku 2021 reżyser zdobył Złotego Niedźwiedzia w Berlinie za film „Niefortunny numerek lub szalone porno”. W nim nauczycielka w szanowanej bukaresztańskiej prywatnej szkole średniej nagrywa dla zabawy filmik wideo z własnym mężem. Oczywiście filmik z ich pożycia intymnego. Skutkiem niedopatrzenia filmik zostaje wrzucony do sieci bez wypikselowania twarzy i teraz uczniowie szkoły, ich rodzice i całe środowisko mają uciechę przemieszaną ze zgrozę. Szkoła natychmiast zwołuje konferencję rodzicielsko-nauczycielską i stawia biedną nauczycielkę przed trybunałem. Zaczyna się dyskusja, w której rej wodzą emerytowany porucznik rumuńskiej armii, pilot odrzutowca o faszystowskich poglądach politycznych, skrajnie konserwatywny ksiądz, tak zwany miły facet oraz kobieta, która wcześniej oferowała nauczycielce łapówkę w zamian za wyższe stopnie dziecka. Niemal wszyscy prześcigają się w poglądach seksistowskich, antyfeministycznych, antysemickich i co tylko. W trakcie oglądania filmu nabierałem przekonania, że taka dyskusja w Polsce musiałaby wyglądać podobnie. Te rzeczy o Radu Jude mówiłem Państwu w październiku minionego roku, kiedy to oglądaliśmy w naszym DKF-ie film „Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata”. Mamy więc swoiste continuum.
A skoro o twórcach mowa, to przedstawmy aktorkę, na której trzyma się całe to przedsięwzięcie filmowe, mianowicie Eszter Tompa w roli komorniczki sądowej o imieniu Orsolya. Eszter mówi o sobie: „Urodziłam się w rodzinie aktorów i reżyserów, więc mój kontakt z teatrem rozpoczął się wcześnie. Dla mojej rodziny było oczywiste, że zostanę aktorką. Po półrocznych studiach na uniwersytecie filologicznym, reżyser Szabolcs Hajdu zaprosił mnie na próby do Debreczyna na Węgrzech, gdy miałam 18 lat. Za radą niemieckiego scenografa pojechałam do Burghausen w Niemczech, aby wziąć udział w egzaminach wstępnych do szkoły słynnego rumuńskiego reżysera, wydalonego przez Ceausescu, Davida Esriga.
Od tego czasu pracowałam i mieszkałam w różnych krajach, mówiąc siedmioma językami. W 2010 roku współzałożyłam w Monachium grupę teatralną Institut für Glücksfindung” (Instytut Poszukiwania Szczęścia). No i sami ocenimy, jak Eszter wygląda w działaniu.
Osadźmy dziełko i miejscu i czasie. Bezdroża postkomunizmu, wersja rumuńska. Terenem obserwacji, podsumowań i rozliczeń jest miasto Kluż, historyczna stolica Siedmiogrodu, drugi po Bukareszcie ośrodek uniwersytecki. Z tym, że miasto nie jest tak uporządkowane jak notka w Wikipedii. Przeciwnie – nic tu do siebie nie przylega, puzzle są zupełnie rozsypane. Oto otwierający film zapuszczony park z okresu dinomanii. Prehistoryczne gady mają zamontowane czujniki ruchu. Kiedy wiatr zawieje mocniej albo ktoś wyjdzie na spacer kręcą głowami i wyją potępieńczo. Nad malowniczą okolicą rozlega się dziki, bezrozumny ryk. Trafia tu zbieracz śmieci. I zaczynamy oglądać społeczeństwo z punktu widzenia śmieciarza, pijaka, może szaleńca. Świat wokół wygląda na w miarę ustabilizowany, tymczasem on bytuje na obrzeżach. Czyści ten świat z odpadów. Społeczeństwo ledwie go zauważa, ledwie toleruje. Czasem da coś na odczepnego. On czyści społeczeństwo z brudów, a społeczeństwo oczyszcza się z takich jak takich jak on.
W takim absurdalnym pejzażu porusza się nasza Orsolya, kobieta w średnim wieku, sytuowana nieźle, choć nie najwyżej. Obecny zawód – komornik sądowy. Ale z tych cierpliwych, współczujących, z sercem dla wszystkich biednych i bezdomnych tego miasta. Mimo tego zostaje uwikłana w pewien ludzki dramat, a w następstwie Orsolyę dopada irracjonalne, choć nieustępliwe przekonanie, że wydarzyło się zło, które obciąża także ją. Powinna jakoś uregulować tę sprawę w swoim sumieniu, tyle że nie potrafi. Sumienie należy oczyścić, ale ani ona, ani społeczeństwo nie wypracowało jeszcze skutecznej metody. Panią komornik drąży poczucie winy, choć nie ona powinna go odczuwać, ale żywi je niejako zastępczo za całe społeczeństwo, także zachodnich inwestorów, którzy czują pogardę wobec osób, których wirówka kapitalizmu odwirowała na pobocze. Ci z obrzeży życia społecznego nie chcą albo nie mogą włączyć się w normalne życie. Sami nie akceptują reguł, nie pozwalają sobie pomóc, wegetują niby na obrzeżach życia społecznego, ale tak naprawdę zatruwają je i to dość mocno w szerszym zakresie. Kobieta się szamocze wśród licznych porad. Orsolya czuje się w tym wszystkim zagubiona, zwłaszcza, że na co dzień – dla podtrzymania przyjaźni – musi uprawiać kawiarnianą paplaninę.
No i samo miasto. Oglądamy puste przestrzenie, całe osiedla pozbawione ludzi, ulice jakby martwe, co wskazuje na to, że brakuje tu jakiegoś specyficznego ducha, że te miasto Kluż jest swego rodzaju makietą, że nie zaludnia go wspólnota ludzka. Ta miejska makieta to także mydło i powidło: nowoczesne apartamentowce wrastają w tradycyjną miejską, a nawet wiejską zabudowę. Deweloperzy wciskają się w każdy hektar wolnej przestrzeni, a plotka głosi, że to właściwie gangi złożone z członków dawnej zbrodniczej Securitate. Nawarstwiają się więc bezładnie kościoły i dinozaury, a przy drogach pysznią się billboardy z politykami, którzy powołują się na Boga i „Wielką Rumunię”. Mieszkańcy poddają się ideom nacjonalistycznym albo uciekają w jakieś boczne uliczki, na przykład w opowieści o buddystach, mistrzach zen. To do współczesnej Rumunii ma się nijak, ale za to pozwala przeżyć. Przy byle okazji – także przy okazji sprawy naszej komorniczki podnosi się tak zwana fala hejtu, o wiele bardziej brutalna niż w oficjalnych doniesieniach medialnych, które także pozostają żerowiskiem hien dziennikarskich. Jest emanacja rumuńskiej niechęci do obywateli rumuńskich węgierskiego pochodzenia i władających językiem węgierskim. Ta obecna niechęć czy nienawiść, jak się okazuje, ma głębokie zakorzenienie w historii obu państw. Wzmaga rumuński nacjonalizm.
Dawny student Orsolyi jeździ na rowerze jako kurier, i aby kierowcy nie mylili go z Azjatami, którym dają wycisk, przypiął na plecaku odblaskowy napis „Jestem Rumunem”. Kto wie, może i u nas niedługo zajdzie potrzeba, by na tylnych szybach samochodów wyklejać: „Jestem Polakiem”. Bo inaczej inni Polacy, prawdziwi Polacy nas rozjadą. Kto wie?
piątek, 26.09, godz. 18:00
sala kinowa KOK
wstęp wolny
Dobre Kino z Kotem 26.09 „Kontinental’ 25”
Podsumowanie dyskusji
Najwięcej uwagi przyciągnęło w rumuńskim filmie zafiksowanie się tej nieszczęsnej kobiety na (urojonej) winie. Nie umie sama sobie wybaczyć, choć właściwie nie ma czego wybaczać. Nie umie stworzyć sobie nowej perspektywy życiowej, nie potrafi wyjść poza zaklęty krąg tego, co się wydarzyło i otworzyć się na nowe perspektywy.
Wniosek dla nas? Powinniśmy być niejako menedżerami własnej osoby. Więc, na ile to możliwe, odrzucamy te narracje, które nam szkodzą, te narracje, które są maniakalne, które są uporczywe, które są powtarzalne i które powodują, że one nami zawładnęły. Powinniśmy raczej otwierać się na te, które są pozytywne, które rokują jakąś przyszłość, które nas budują, które potwierdzają nasze „ja”. Wszyscy psychologowi mówią, że od tego żyje się od kilku do kilkunastu lat dłużej.