Presence - 17 kwietnia

„Presence" - Dobre Kino z Kotem
reżyseria: Steven Soderbergh
scenariusz: David Koepp
produkcja: USA
Piątek 17 kwietnia 2026 r., godz. 18:00,
sala kinowa KOK,
wstęp wolny
Mili Państwo,
dzisiaj horror! Ale nie jeden z tych pospolitych straszaków, których pełno co wieczór w telewizji. Film pod tytułem Presence różni od innych to, że jego twórcą jest jeden z najbardziej poszukujących autorów współczesnego kina - Steven Soderbergh.
Soderbergh zyskał światowy rozgłos już w wieku 26 lat, stając się najmłodszym zdobywcą Złotej Palmy w Cannes za swój debiut fabularny, Seks, kłamstwa i kasety wideo, który uhonorowano tą nagrodą w roku 1989. Do jego najważniejszych wyróżnień należą: Oscar za najlepszą reżyserię - otrzymał go za film Traffic w roku 2000. Wypada wspomnieć jeszcze o nagrodzie Emmy w 2013 roku za reżyserię filmu Wielki Liberace, filmu biograficznego o naszym rodaku. Władziu Valentino Liberace zrobił oszałamiającą karierę na tamtejszym rynku - nazwijmy to - disco polo. W filmie zagrał go nie byle kto, Michael Douglas. Jak podaje Wikipedia: "Władziu znany był przede wszystkim z ekstrawaganckich kostiumów, biżuterii oraz wystawnej oprawy swych występów, podczas których na fortepianie zawsze stawiał świecznik, na scenę często wjeżdżał luksusowym samochodem". Cóż byłem w Chicago, rozmawiałem z rodakami na ulicy, na której figurowały wyłącznie polskie napisy na sklepach i na reklamach. I wiem, że Polacy nie znają granicy poświęcenia dla zarobienia paru dolarów dla najbliższych w kraju. Ale też czasem - jak Władziu Liberace - nie znają umiaru w eksponowaniu własnego bogactwa.
I jeszcze o panu reżyserze Soderberghu. Jest znany z niezwykłej płodności twórczej oraz łączenia wysokobudżetowych hitów z eksperymentalnymi projektami. Często pełni funkcję operatora oraz montażysty we własnych filmach. Był jednym z pierwszych uznanych reżyserów, którzy kręcili pełnometrażowe filmy wyłącznie za pomocą iPhone'ów. Regularnie współpracuje z takimi aktorami jak George Clooney, Matt Damon czy Julia Roberts. W najbliższych planach ma film na kanwie ostatniego wywiadu Johna Lennona, udzielonym na krótko przed jego tragiczną śmiercią w roku 1980.
I już krótko sygnalizujemy samo dzieło. Światowa premiera filmu Presence odbyła się na Festiwalu Sundance w styczniu 2024 roku, w polskich kinach film pokazywano w październiku zeszłego roku. Dodajmy jeszcze tylko, że Presence to innowacyjny thriller psychologiczny z elementami nadnaturalnymi. Film wyróżnia się unikalną formą narracji – cała historia jest przedstawiona z perspektywy pierwszej osoby, gdzie kamerą i zarazem narratorem jest tytułowa „obecność”. Film prezentuje subiektywny punkt widzenia, zwany technicznie "point of view", czyli filmowanie z punktu widzenia jednej postaci. Sceny rejestrowane są w długich, nieprzerywanych ujęciach, a szerokokątne obiektywy, które obejmują więcej niż ludzkie oko, nadają scenom niezwykłego charakteru. Dzięki temu można uważać film Soderbergh, za jeszcze jedno ćwiczenie estetyczne, formalne. Ostatecznie jest Soderbergh znany ze swego rodzaju kaligrafii filmowej. Za próbę zbadania możliwości, jakie stwarza kamera w odniesieniu do reakcji widza. Za próbę badania tego obszaru, który jest widoczny, ale tego obszaru, którego też kamera nie obejmie. Jest to więc film o duchach, ale zrealizowany nie po to, żeby straszyć, lecz po to, żeby medytować. Są mieszkańcy domu, jest duch, który ich obserwuje, ale pozostaje także widz, oglądający akcję jako cichy uczestnik. Z tym, że niewiele więcej wie niż postacie na ekranie. Nie umie odczytać tożsamości samego ducha, samej zjawy. Duch posiada takie ograniczenie, jak rozumiemy, że nie może opuścić domu swojego korzennego miejsca, a widz nie umie zobaczyć więcej niż to, co dostrzega okiem ducha na ekranie. Wszyscy w swoim patrzeniu jesteśmy ograniczeni. I jeszcze jedno: osoby, które lokują się w pobliżu śmierci, jak nastoletnia Chloe, która przeżywa samobójstwo swojej przyjaciółki. Są więc bliżej tego drugiego świata i do nich ten świat przemawia łatwiej.
Jeszcze dwa słowa na kanwie owej tytułowej obecności. Autorzy, którzy piszą o duchach czy innych siłach nadprzyrodzonych, podkreślają, że różnią się one od siebie charakterem i osobowością. Tak się różnią, jak ludzie żyjący w materialnym świecie. Niektóre z tych bytów próbują wchodzić w związki z naszym światem fizycznym za pomocą rozmaitych działań. Przemieniają się w mgły, w cienie, w podmuchy wiatru, zapachy, w zjawy, a także dają o sobie znać efektami dźwiękowymi, stukają, skrzypią drzwiami, słychać efekt wody płynącej z kranu, z którego nic nie płynie. Badania pokazują, że takich efektów doświadcza średnio 10% populacji. Doniesienia o takich zdarzeniach sięgają początków rejestrowanej historii, obejmują wszystkie kultury i kontynenty.
Te dane rozwija choćby brytyjski pisarz Will Storr w książce pod tytułem „Nadprzyrodzone”. Pisze: „Wiedziałeś, że jeśli podejdziesz do losowo wybranych przedstawicieli populacji i spytasz, czy słyszą głosy, mniej więcej od 8,5% do 10% odpowie twierdząco? Jeśli zatem ta część twojego mózgu, która sprawia, że monolog pozostaje monologiem, napotka jakiś problem, twój monolog zmienia się w dialog. Słyszysz dwóch siebie. Ale niektóre media upierają się, że słyszą w swoich głowach głosy innych ludzi. Utrzymują nawet, że mają ducha przewodnika w zwierzęcej postaci. Dlatego że mózg to maszyna generująca wyjaśnienia – mówi badacz. Wyobraź sobie, że jedziesz późnym wieczorem drogą M25. Zmierzcha i dostrzegasz coś w oddali. Myślisz sobie: jasny gwint, na drodze stoi krowa. Podjeżdżasz trochę bliżej i, ponieważ niedawno oglądałeś film dokumentalny o przyrodzie południowego Konga, myślisz: aha, to nie krowa, tylko mrównik. Podjeżdżasz jeszcze bliżej i myślisz: och, nie, to tylko kawałek pękniętej opony. W miarę jak twój umysł uzyskuje dostęp do kolejnych informacji, gdy się zbliżasz, generuje nowe wyjaśnienia”.
W świecie nauki, dawno temu zaczęto rozpatrywać różne teorie, które by tłumaczyły podobne zjawiska. Jedną z takich teorii jest teoria strun. Otóż ludzie mają możliwość odczuwania tylko czterech wymiarów, w tym trzech przestrzennych i jednego czasowego. I to jest wszystko, jeżeli chodzi o rzeczywistość dostępną za pomocą zmysłów. Tymczasem według teorii strun istnieją inne wymiary, które są dla nas niedostępne, ale znajdują się wokół nas. Zauważmy, że nietoperze słyszą dźwięki w o wiele większej skali niż my. To, co słyszą nietoperze jest dla nas niedostępne. Podobnie niedostępna jest dla nas skala węchu psa. Nie jesteśmy w stanie odczuć nawet ćwierci tych zapachów, które czuje pies. Nie umiemy własną stopą odczuć tego, co z łatwością swoim ogonem wyczuwa bóbr - tego, że czyjeś kroki można wyczuć z odległości kilku kilometrów. Nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić i przechodzimy nad tym do porządku dziennego. Więc - jakaś forma tego, co nazywamy duchami, może istnieć w jednym z pozostałych wymiarów, a to, że się u nas pojawia, może być kwestią swego rodzaju przecieku.
A co do ducha miejsca. Oglądaliśmy już filmy o duchach opiekujących się danym miejscem. Kiedyś Steven Spielberg pokazał film pod tytułem Poltergeist, polski tytuł Duch, w którym przytulny rodzinny domek posadowiono na cmentarzu wymordowanych tu wcześniej rdzennych indiańskich mieszkańców. Syndrom poltergeista, ducha miejsca, znany jest ludzkości od stuleci. Poczytajmy Wikipedię. Poltergeist (z niem. „hałaśliwy duch”, od poltern „łomotać, trzaskać” i geist „duch”) – termin z zakresu tzw. zjawisk paranormalnych, zespół zjawisk polegających na rzekomym generowaniu różnego rodzaju dźwięków – od trzasków i gwizdów do szurania itp., najczęściej niewiadomego pochodzenia (bez możliwości wskazania źródła dźwięku) oraz innych efektów, wśród których można jakoby obserwować samoczynne przesuwanie się lub pojawianie przedmiotów, spadanie, podnoszenie się itp. Zjawiska te mogą występować oddzielnie lub łącznie. Poltergeisty i ich zachowania można rzekomo zaobserwować między innymi w starych domach, na strychach i w piwnicach. Tym razem jednak poltergeist nie musi być specjalnie złośliwy czy mściwy. Może być także duchem opiekuńczym domu. O takich manifestacjach czyta się raz po raz w najrozmaitszych relacjach czy reportażach z dzielnicy Muranów w Warszawie. To miejsce, w którym podczas okupacji było getto żydowskie i gdzie zamordowano wielu tamtejszych mieszkańców. Ci zamordowani w pewnym sensie tam pozostali, ponieważ wielu mieszkańców tej dzielnicy powołuje się na kontakty z tamtym światem. Słyszą stukania, skrzypienia i inne dźwięki, których nic nie uzasadnia. Mówi się po prostu, że na Muranowie każdy ma swojego Żyda.
Tak więc: jeżeli przyjdą Państwo kiedyś do tej sali, to nie dlatego, że przeczytali Państwo ogłoszenie lub zaproszenie w Internecie. Nie! To wezwie Państwa duch tej sali. „Zamknijcie dżwije od kaplicy ...”
Podsumowanie dyskusji:
W gatunku filmowym „horror” straszono już wszystkim, czym się da i nie da. Ponadto bywają okresowe mody na poszczególne motywy. Straszyć można psychopatą, szatanem, egzorcyzmem itd. Lista byłaby długa. Ponadto bywają okresowe koniunktury narodowe. Raz modne są horrory koreańskie, potem znowu japońskie, wreszcie skandynawskie. Horror, który obejrzeliśmy był stosunkowo samodzielny i odległy od schematów. A może to wcale nie horror, tylko kawałek zwykłego życia..?