Homo Sapiens - 23 października

„Homo Sapiens?" - Dobre Kino z Kotem
reżyseria: Mariano Cohn, Gastón Duprat
scenariusz: Mariano Cohn, Gastón Duprat
produkcja: Argentyna
Piątek 23 października 2026 r., godz. 18:00,
sala kinowa KOK,
wstęp wolny
Dzisiaj zobaczą Państwo film składkowy, w tym sensie, że pod wspólnym tytułem reżyserzy pomieścili szesnaście opowiastek. Tytuł Homo sapiens? opatrzony jest znakiem zapytania. I słusznie, ponieważ każda z nowelek na inny ten znak zapytania potwierdza.
Najpierw sięgnijmy do najgłębszych źródeł. Przypomnijmy naszego przodka, tytułowego homo sapiens, czyli człowieka rozumnego. Otóż homo sapiens to jedyny żyjący obecnie gatunek z rodzaju homo (człowiek), należący do rzędu naczelnych. Gatunek wyewoluował w Afryce najpóźniej ok. 300 000 lat temu. Wielka migracja poza Afrykę (tzw. Out of Africa), która doprowadziła do zasiedlenia całego globu, nastąpiła ok. 60–70 tysięcy lat temu. Tu pozwolę sobie powołać się na wybitnego, mocno znanego w świecie, a – przyznam – mojego ulubionego myśliciela, Izraelczyka Yuvala Noaha Harariego, z jego książki Niepowstrzymani. Znawca pisze, najpierw o terminologii: „Słowa Homo i sapiens pochodzą z łaciny. Łacina to stary i skomplikowany język, w którym nikt już nie mówi. Ponieważ jest stary i skomplikowany, brzmi prawie jak magia, więc kiedy naukowcy chcą, żeby coś brzmiało bardzo wzniośle, nadają temu łacińską nazwę. Takie nazwy nadają chorobom, lekom, roślinom i zwierzętom”. No i w kwestii nas samych: „My, ludzie, nie jesteśmy tak silni jak lwy, nie pływamy tak dobrze jak delfiny, a już na pewno nie mamy skrzydeł! Jak więc doszło do tego, że to my rządzimy naszą planetą?” Wracamy do początków: „Inne zwierzęta – na przykład żyrafy, zebry i pawiany – nie bały się ludzi i specjalnie się nimi nie przejmowały. Nikt sobie nie wyobrażał, że pewnego dnia ludzie będą latać na Księżyc, produkować bomby atomowe i pisać książki takie jak ta, którą właśnie czytasz”. Aż doszło do przełomu, który przyniósł ogień. „Dzięki temu, że ludzie nauczyli się wykorzystywać ogień, stali się wyjątkowi. Siła prawie wszystkich zwierząt bierze się z ich własnego organizmu: z siły mięśni, wielkości zębów czy ostrości pazurów. Za to ludzie dzięki ogniowi zyskali władzę nad nieograniczonym źródłem siły, która nie miała nic wspólnego z ich ciałem”. Czytamy dalej: „Kiedy ludzie poświęcali sporo czasu i energii na przeżuwanie pokarmu dużymi zębami i trawienie go dużymi żołądkami, nie zostawało im wiele energii dla mózgu. Dlatego pierwsi ludzie, ci z dużymi żołądkami, mieli małe mózgi. Gdy zaczęli gotować, wszystko się zmieniło: ludzie mogli poświęcać znacznie mniej energii na przeżuwanie i trawienie, a więcej jej dostarczać coraz większym mózgom. Ich żołądki się zmniejszały, mózgi rosły, a oni sami stawali się pojętniejsi. Jest to jedno z wielkich praw rządzących życiem: małe zmiany, których nikt nie zauważa, kumulują się z czasem i stają się wielkimi zmianami”. Z tym, że „my, sapiensi, nie jesteśmy zbyt miłymi zwierzętami. Potrafimy być okrutni dla innych sapiensów tylko dlatego, że mają inny kolor skóry, mówią innym językiem albo wyznają inną religię”. Skąd zatem ta przewaga człowieka nad innymi zwierzętami? Mamy odpowiedź, cytuję: „Jest jeden jedyny powód, dla którego potrafimy odstraszać wilki i zamykać szympansy w ogrodach zoologicznych: współpracujemy w bardzo dużych grupach”. „Ile osób dotykało tego banana, zanim do ciebie dotarł? Ile z nich znasz osobiście? Może nie znasz żadnej z nich... ale one pomogły ci zdobyć banana. Orły latają, bo mają skrzydła. Ludzie latają, bo potrafią współpracować w dużych grupach. To właśnie daje nam taką moc. Umiemy współpracować z tysiącami obcych ludzi, żeby zdobyć banany, zbudować szkołę albo polecieć na Księżyc. Szympansy tego nie potrafią. A więc my, sapiensi, podbiliśmy świat, bo potrafimy współpracować w bardzo dużych grupach, jak mrówki, oraz potrafimy stale zmieniać sposób współpracy, co pomaga nam wymyślać nowe rzeczy”.

Wracamy do samego filmu. Otóż nasz Homo sapiens? to produkcja argentyńska. Światową premierę miała równo rok temu i zainteresowała dwa miliony widzów w Argentynie i na świecie, a na nasze ekrany weszła w sierpniu tego roku, a więc w wakacje, co nie zapewniło szerokiej widowni, ani uwagi krytyki. A my sobie dziełko obejrzymy w spokoju teraz. Przedstawmy je od strony personalnej. Film jest autorskim dziełem dwójki współpracujących ze sobą stale dwójki scenarzystów i reżyserów: Mariano Cohna i Gastona Duprata. Otóż ten duet reżyserski, scenariuszowy i producencki od połowy lat 90. wspólnie tworzy kino, telewizję oraz sztukę wideo. Przed rozpoczęciem kariery w tradycyjnym kinie fabularnym Cohn i Duprat zajmowali się kinem eksperymentalnym i wideo-artem, wystawiając swoje prace w amerykańskich muzeach, takich jak MoMA czy Guggenheim. Ich styl charakteryzuje się unikalnym połączeniem ostrej satyry społecznej z ironicznym humorem, wymierzonym w przywary, absurdy oraz słabości ludzkie (często ze szczególnym uwzględnieniem ich własnych rodaków).
W kwestii obsady możemy mówić o jednej gwieździe i o statystach. Tą gwiazdą jest Guillermo Francella. Który w różnych przebraniach i charakteryzacjach występuje w każdej nowelce. Któż to taki? Otóż to jeden z najbardziej popularnych i wpływowych argentyńskich aktorów oraz komików. Urodził się w 1955 roku w Buenos Aires - uzupełnijmy dla jasności, że w tej chwili liczy sobie 71 lat - i przez dekady zyskał status ikony tamtejszej popkultury, z powodzeniem łącząc role komediowe, serialowe oraz wymagające kreacje dramatyczne. Dzięki swojej wszechstronności i magnetyzmowi na ekranie, Francella zdobył liczne wyróżnienia, w tym prestiżowe argentyńskie nagrody Martín Fierro oraz międzynarodowe Premios Platino. Do filmu nie trafił od razu. Zanim na dobre poświęcił się aktorstwu, studiował dziennikarstwo i pracował w pismach branżowych, a także sprzedawał ubrania. Ostatecznie wygrała pasja do kina (szczególnie włoskiego) i teatru. Przez lata 80., 90. i początek XXI wieku Francella był niekwestionowaną gwiazdą argentyńskiej telewizji komediowej. Przełomem, który zmienił postrzeganie Francelli jako aktora wyłącznie komediowego, była rola w filmie Sekret jej oczu z roku 2009. Rola melancholijnego, lojalnego urzędnika pokazała jego głęboki kunszt dramatyczny i pomogła tej produkcji zdobyć Oscara. Aktor ma starszego brata, Ricardo. Za swoje wybitne osiągnięcia artystyczne w 2026 roku Francella został uhonorowany prestiżową międzynarodową nagrodą za całokształt twórczości – Platino de Honor.

Cóż, istnieją wybitni aktorzy i aktorki, dla których warto kupić bilet – już sama przyjemność z obserwowania ich gry i słuchania ich jest tego warta. Zdarza się jednak, że niektórzy widzowie narzekają, iż wykonawcy ci zawsze wcielają się w tę samą postać; innymi słowy, że po prostu pozostają sobą. Za każdym razem, gdy kamera kieruje na nich swój obiektyw, wyglądają, mówią, słuchają, gestykulują i poruszają się dokładnie w ten sam sposób. U nas takim aktorem był Gustaw Holoubek ze swoim przeszywającym spojrzeniem. Mówiło się nawet: „Spojrzał na niego Holoubkiem”. Są też inni – obdarzeni wszechstronnością i talentem – którzy posiadają cudowną zdolność wchodzenia w skórę szerokiej gamy różnych typów ludzkich, czasami nawet w jednym filmie, choćby tacy jak Anglicy Peter Sellers i Alec Guinness. A w Homo sapiens? każdy może odnaleźć swojego ulubieńca. Guillermo Francella kreuje 16 wyrazistych, barwnych postaci w opowieściach nacechowanych ostrym cynizmem, surrealistycznymi i absurdalnymi sytuacjami, czystą złośliwością, a nawet okazjonalnym przebłyskiem współczucia.
I wreszcie sam film. Całość może okazać się nierówna, bo raz może wywołać słodko-gorzki uśmiech, raz pozostawić widza w osłupieniu,a innym razem wywołać wybuch śmiechu lub stworzyć poczucie współudziału, czyli, że to o mnie albo o sąsiadach. Bo z jednej strony mamy bogatych – kosmopolitów, lubiących się pokazać, ale też aroganckich, chłodnych i głupich. Z drugiej – widzimy biednych, ale też: małostkowych, agresywnych, pełnych zawiści. Okrucieństwo, całkowity brak skrupułów oraz ugruntowana złośliwość stanowią tu wspólny mianownik, łączący obie grupy. Rzadko widzimy szersze tło historii, po to, by opowiastki nie były tylko argentyńskie, lecz możliwe do pomyślenia w każdym zakątku świata.
A gdyby Państwo mieli wątpliwości, wystarczy się przespacerować ulicami Kościana, Poznania, Ełku czy Mławy. A gdyby jeszcze było mało, polecam Urzędowy wykaz miast i miejscowości w Polsce, www.gov.pl.