Vivaldi i ja - 2 października


„Vivaldi i ja" - Dobre Kino z Kotem

reżyseria: Damiano Michieletto

scenariusz: Ludovica Rampoldi, Damiano Michieletto

produkcja: Francja, Włochy

Piątek 2 października 2026 r., godz. 18:00,

sala kinowa KOK,

wstęp wolny

 

Mili Państwo,

nowy sezon otwieramy filmem historycznym i kostiumowym, a jakże, pod tytułem „Vivaldi i ja”. Produkcja włoska, premierę światową miała we wrześniu zeszłego roku, a do polskich kin weszła z końcem  sierpnia. Z tym, że mało kto ją widział, ponieważ dzieło wyświetlają w kinach studyjnych i na podobnych pokazach jak nasz, a więc – co by nie powiedzieć – dla elity. 

Najogólniej rzecz biorąc akcja filmu rozgrywa się w XVIII-wiecznej Wenecji. Opowiada historię nastoletniej, niezwykle utalentowanej skrzypaczki, Cecilii, która wychowuje się w sierocińcu Ospedale della Pietà, czyli w szpitalu Matki Boskiej Bolesnej. Dziewczyna trafia pod skrzydła nowego nauczyciela muzyki, Antonio Vivaldiego. Pod jego wpływem zyskuje odwagę, by sprzeciwić się zastanym zwyczajom, uniknąć zaaranżowanego małżeństwa i walczyć o własną niezależność i pasję muzyczną. Nie jest to klasyczna biografia słynnego kompozytora, lecz przede wszystkim opowieść o kobiecej emancypacji, w której Vivaldi bywa postacią drugoplanową. Scenariusz powstał na kanwie cenionej powieści "Stabat Mater" autorstwa Tiziano Scarpy. Produkcja zebrała we Włoszech uznanie za stronę techniczną, zdobywając nagrody David di Donatello m.in. za najlepszą muzykę, kostiumy, dźwięk oraz charakteryzację.

Reżyserii obrazu „Vivaldi i ja” podjął się Damiano Michieletto, z urodzenia wenecjanin, rocznik 1975. To ceniony włoski reżyser teatralny i operowy, uznawany za jednego z najważniejszych twórców swojego pokolenia. Michieletto studiował literaturę współczesną oraz reżyserię. Specjalizuje się w dziełach Rossiniego, Mozarta, Verdiego i Pucciniego. Słynie z nowoczesnych, wyrazistych i często bezkompromisowych interpretacji klasycznego repertuaru, które odświeżają tradycyjne podejście do opery. Regularnie współpracuje z najważniejszymi scenami świata, w tym z La Scalą, z Salzburg Festival, Royal Opera House w Londynie oraz Opéra national de Paris.  Nie bez znaczenia jest to, iż od 2025 roku pełni funkcję dyrektora artystycznego Teatro dell'Opera di Roma. Został także wybrany na dyrektora kreatywnego ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026.

W roli mistrza Vivaldiego zobaczymy Michele Riondino. To uznany włoski aktor, scenarzysta i reżyser filmowy, który urodził się w 1979 roku w Tarencie w regionie Apulia. Terytorialnie to obcas włoskiego buta. Międzynarodową rozpoznawalność oraz status jednego z najbardziej cenionych włoskich artystów swojego pokolenia przyniosły mu wyraziste role telewizyjne i filmowe, a także udany debiut reżyserski. Ale zanim do tego doszło, wytrwale uczył się na aktora. W 2000 roku ukończył prestiżową Narodową Akademię Sztuki Dramatycznej im. Silvio D'Amico w Rzymie. I jak w każdej karierze aktorskiej trwało oczekiwało na rolę przełomową. Stało się! Wielką popularność we Włoszech i za granicą przyniosła mu tytułowa rola w serialu "Młody Montalbano". To nazwisko kolekcjonerom kryminałów nie powinno być obce.  Serię kieszonkowych historii z tytułowym włoskim stróżem prawa pod tytułem „Komisarz Montalbano” autorstwa  Andrei Camilleriego możemy czytać u nas od lat. Serial, w którym błysnął Michele Riondino opowiada o początkach kariery Salvo Montalbano, który obejmuje swoje pierwsze stanowisko komisarza w fikcyjnym sycylijskim miasteczku. Powstały 2 sezony serialu z lat 2012–2015, liczące łącznie 12 odcinków. To wystarczyło, by Michele Riondino zaczął być aktorem z wyższej półki. Zagrał między innymi w kanonicznym tytule "Hrabia Monte Christo" i zaczął reżyserować. W 2010 roku na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie zdobył m.in. tytuł „Shooting Star”, czyli twórcy, który bardzo dobrze rokuje na przyszłość i  jeszcze o nim usłyszymy. A dziś się przekonamy, czy berlińscy jurorzy mieli rację. 

Aktorowi partneruje Tecla Insolia, aktorka, która liczy sobie zaledwie lat 22.  To utalentowana włoska aktorka oraz piosenkarka. Zyskała szerokie uznanie krytyków i publiczności, zdobywając prestiżową włoską nagrodę filmową David di Donatello dla najlepszej aktorki w maju 2025 roku. Już w wieku dziesięciu lat zaczęła regularnie występować, rozwijając zainteresowanie zarówno śpiewem, jak i aktorstwem. Pobierała nauki od profesjonalistów z branży rozrywkowej. I karierę zaczęła oczywiście od telewizji. W programach - powiedzielibyśmy - rozproszonych, ale gwarantujących, iż masowy widz przynajmniej zapamięta twarz, ładną buzię. W 2019 roku zwyciężyła w programie typu talent show pod nazwą Sanremo Young – co zapewniło jej udział w Festiwalu Piosenki Włoskiej w San Remo w 2020 roku. Za występ posypały się nagrody. I propozycje filmowe. Najnowszą jest właśnie rola Cecylii w naszym filmie.

Abyśmy lepiej rozumieli, z czym i z kim mamy do czynienia, uzupełnijmy naszą wiedzę o samym Antonio Vivaldim i jego związkach z Wenecją.  Otóż  Antonio Lucio Vivaldi urodził się w 1678 roku w Wenecji, a zmarł w 1741 roku w Wiedniu. To jeden z najwybitniejszych włoskich kompozytorów, skrzypków-wirtuozów oraz duchownych epoki późnego baroku. Zyskał przydomek „Rudy Ksiądz”  ze względu na kolor swoich włosów. Ukształtował klasyczny model trzyczęściowego koncertu instrumentalnego, wywierając ogromny wpływ na muzykę europejską, w tym na twórczość Jana Sebastiana Bacha.  Co dla nas ważne - przez wiele lat był związany z wenecką instytucją dla osieroconych dziewcząt Ospedale della Pietà, gdzie pracował jako nauczyciel gry na skrzypcach, dyrygent i kompozytor. To tam powstała większość jego genialnych utworów instrumentalnych. Wyświęcony w 1703 roku, szybko zrezygnował z odprawiania mszy – oficjalnie z powodu problemów zdrowotnych (najprawdopodobniej zaawansowanej astmy). Stworzył ponad 500 koncertów instrumentalnych (w tym około 230 na skrzypce solo). Jego najsłynniejsze dzieło: „Cztery pory roku” (Le quattro stagioni) z 1725 roku, jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych przykładów muzyki programowej, czyli ilustracyjnej w historii. Mimo ogromnych zarobków i wielkiej sławy u szczytu kariery, pod koniec życia  muzyka, którą komponował, wyszła w Wenecji z mody. Wyjechał więc do Wiednia w poszukiwaniu nowych mecenasów, ale tam zmarł w ubóstwie i - z powodu infekcji, związanej z chorobą płuc - został pochowany w bezimiennym grobie dla ubogich. Jego twórczość po śmierci została całkowicie zapomniana na blisko dwa stulecia. Ponowne odkrycie i renesans popularności muzyki Vivaldiego nastąpiły dopiero w XX wieku.    

Po tych wstępnych objaśnieniach wracamy do filmu. Najzdolniejsze wychowanki wspomnianego przytułku dla osieroconych dziewcząt kształcą się muzycznie, a Cecilia, młoda skrzypaczka, jest jedną z większych gwiazd tamtejszej orkiestry kameralnej. Muzyka jest dla niej czymś, co daje wyzwalające wytchnienie od narzuconych jej ograniczeń i trudów codzienności. Dopiero jednak pojawienie się Antonia Vivaldiego w roli nauczyciela muzyki sprawia, że ​​Cecilia – dzięki jego zachętom – zaczyna dostrzegać i doceniać własny potencjał. Niestety, przeznaczono ją na żonę pewnego arystokraty i hulaki, który  za jakiś czas ma wrócić z wojny. A dla dziewcząt takich jak Cecilia małżeństwo oznacza koniec przygody z muzyką. Na tej kanwie powstał dramat kostiumowy w stylu, który w ostatnich latach nieco stracił na popularności, a który niezmiennie cieszy się uznaniem  publiczności telewizyjnej. Tutaj wiodącymi atutami są malownicza sceneria osiemnastowiecznej Wenecji, piękna dziewczyna i barokowa muzyka, zwłaszcza Vivaldiego. Ten subtelny i malarski film  – pełen chwil zarówno czułości, jak i okrucieństwa - nadaje się zarówno do oglądania jak do słuchania. Film zachwyca także wspaniałymi zdjęciami, w których mistrzowsko wykorzystano naturalne światło. To zachwycająco zaprojektowane widowisko, w którym blask łojowych świec nadaje surowym, kamiennym murom sierocińca aksamitny charakter. Nawet skromne sukienki dziewcząt – gołębio-szare na co dzień i w kolorze głębokiej purpury na występy – prezentują się urzekająco pięknie. Całość stanowi kwintesencję eleganckiej ucieczki od rzeczywistości.

I pomyśleć, że to wszystko dla serialu, który otwierała piosenka „Jak Pory roku Vivaldiego, zmienia się światło w Twoich oczach”. Vivaldi byłby zachwycony. Serialem, oczywiście.